Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »

Uwaga na weterynarzy w Ustce!


51 odpowiedzi w tym temacie

#41 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 31 maj 2016 - 17:19:18

moja znajoma wysłała kota do weterynarza usteckiego. I wiecie co? On chciał go zabić... dObrze ze jest taki temat gdzie mogę to napisać. d

 

dosłownie zabić, przypisał mu na nerki tabletki na serce ktore sa wyjątkowo ciezkie dla nerek i był już bliski śmierci kiedy się zorientowaliśmy że to dlatego przestał się rusząć prawie i nie reagował na bodźce!!! ABSOLUTNA PORAZKA

dlaczego nie podajesz nazwiska weterynarza, albo ulicy na jakiej przyjmuje pacjentów?



#42 Filololo

Filololo

    Znajomy

  • Użytkownicy zarejestrowani
  • PipPip
  • 46 postów

Napisano 05 czerwiec 2016 - 14:21:36

dlaczego nie podajesz nazwiska weterynarza, albo ulicy na jakiej przyjmuje pacjentów?

Nie pamietalem. Zapytalem kolezanki i to ten wet obok liceum usteckiego.



#43 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 28 czerwiec 2017 - 11:35:33

Brawo - zwłaszcza że na kościelnej wtedy nie było lekarza bo "doktorek" znajdował sie na dąbrowszczaków delikatnie zła precyzja jeśli ktoś już próbuje oczernić niech lepiej sprawdzi informacje



#44 ~Lusia~

~Lusia~
  • Goście

Napisano 21 maj 2018 - 13:22:39

Mój kochany kotek Punio miał problemy ze skórą. Weterynarze uczyli go różnymi maściami. Poprawa następowała tylko na moment. Cieszę się, że w końcu trafiliśmy z Puniem do Nasza Lecznica. Okazało się, że te zmiany skórne są na tle alergicznym. Leczenie było dość długie, ale skuteczne. Punio czuje się doskonale.

#45 ~susanka~

~susanka~
  • Goście

Napisano 10 marzec 2019 - 19:10:16

Co jakiś czas słyszy się takie newsy. Nie wiem, ile w tym prawdy,a ile zwyklych plotek... Moj piesek to chodzacy okaz zdrowia, wiec rzadko kiedy chodze z nim do lekarza. Ale i tak mam duzy szacunek do lekarzy weterynarii, bo ich praca jest trudna, wymagająca, odpowiedzialna i wymaga ludzkich odruchow:)

 



#46 ~Jagoda~

~Jagoda~
  • Goście

Napisano 28 czerwiec 2019 - 13:15:46

Moja sunia odeszła we wtorek o 6 rano, po kilkukrotnych telefonach w nocy do weterynarza z kliniki na Bursztynowej. Weterynarz uspokajał nas, że wszystko jest "książkowo" przy lekach na otwarcie macicy i oczyszczenie jej z ropy (sunia miała stwierdzone ropomacicze, pierwsze objawy wystąpiły w niedzielę - biegunka, lekka apatia, wymioty. W sobotę była jeszcze wesoła, bawiła się i normalnie się zachowywała. W nocy z niedzieli na poniedziałek dzwoniliśmy do kliniki, gdzie kazano nam czekać do godziny 9 i wtedy przyjechać na Bursztynową. Po przyjeździe lekarz wykonał usg i stwierdził ropomacicze, zrobił badania krwi, podał kroplówkę, antybiotyk, lek przeciwwymiotny i lek na otwarcie macicy i wypływ ropy. Na kolejną kroplówkę z elektrolitami przyszliśmy wieczorem, gdzie weterynarz podał również lek przeciwbólowy, bo tamten z rana podobno miał działać tylko 6-8 godzin).
Po godzinie 22 sunia zaczęła się dziwnie zachowywać, zdradzać oznaki niepokoju i zwróciła ogromne ilości śliny - po tym nastąpił pierwszy z nocnych telefonów, w którym weterynarz uspokoił nas, że to tylko ślina, którą łykała cały dzień i że teraz powinna być spokojniejsza, jak jej już ulżyło. Około 2 w nocy stan suni się pogorszył, zaczęła szybko i płytko oddychać i dziwnie dyszeć, widać było, że ją boli - po telefonie lekarz powiedział, że ewentualnie możemy podać jej nospę, jednak nie mogliśmy tego zrobić, bo sunia nie chciała nic przełknąć.
Kolejny telefon był koło godziny 6 rano, gdy sunia ciągle ciężko oddychała, a na dodatek przestała reagować na otoczenie, leżała jedynie z otwartymi oczami. Weterynarz na pytanie, czy mógłby przyjechać do nas albo czy możemy pojechać do kliniki odparł tylko, że i tak nie może nic jej podać, bo jeszcze za wcześnie, a wszystkie z podanych objawów są książkowe, bo sunia będzie się teraz zachowywać jak podczas połogu.
Około 20 minut po tym telefonie sunia przestała oddychać, lekarz kazał przyjechać do kliniki. Mimo naszej reanimacji sunia nie zaczęła oddychać i serduszko przestało bić, pod kliniką czekaliśmy jeszcze chwilę na weterynarza, nie przerywając masażu serca i sztucznego oddychania. Po przyjeździe lekarz podał jej adrenalinę, ale serduszko nie podjęło akcji i weterynarz stwierdził zgon.
Zrobił jej potem jeszcze raz usg i okazało się, że nic jej w środku nie pękło i macica wygląda tak, jak wcześniej. Na pytanie, dlaczego odeszła stwierdził, że albo miała chore serduszko (było zdrowe) albo macica ucisnęła naczynia krwionośne i krew nie dopłynęła do serca.
Nie twierdzę, że lekarz postawił błędną diagnozę ale mamy do niego ogromny żal, że nie ulżył jej w cierpieniu i mimo naszych telefonów w nocy nie przyjechał i nie zbadał jej ani nie podał leków, jedynie poprzestał na uspokajaniu, że wszystko jest w porządku.
Nic nie było w porządku- 20 minut po uspokajaniu nas, że objawy są książkowe sunia zmarła. Lekarz po prostu zbagatelizował sytuację, przez co przysporzył jej cierpienia - objawy, które miała mogły świadczyć o sepsie, a on nawet tego nie sprawdził. Piesek skonał w bólu na naszych rękach, a my byliśmy bezradni...

#47 ~Jagoda~

~Jagoda~
  • Goście

Napisano 29 czerwiec 2019 - 13:49:24

Po mojej negatywnej ocenie kliniki w Google maps dziwnym trafem od razu pojawia się pozytyw, pisany z anonimowego konta, a moja opinia znika ze strony głównej. Dodatkowo lekarz próbuje nas oskarżać o całe zdarzenie, kłamiąc w żywe oczy - dopiero po mojej replice zmienia zdanie i zaczyna twierdzić co innego. Uwaga na tego pana - zrobi wszystko by zdobyć jak najwięcej gwiazdek, mając gdzieś prawdę i uczucia osób, które właśnie straciły najlepszego przyjaciela i członka rodziny.

Moja sunia odeszła we wtorek o 6 rano, po kilkukrotnych telefonach w nocy do weterynarza z kliniki na Bursztynowej. Weterynarz uspokajał nas, że wszystko jest "książkowo" przy lekach na otwarcie macicy i oczyszczenie jej z ropy (sunia miała stwierdzone ropomacicze, pierwsze objawy wystąpiły w niedzielę - biegunka, lekka apatia, wymioty. W sobotę była jeszcze wesoła, bawiła się i normalnie się zachowywała. W nocy z niedzieli na poniedziałek dzwoniliśmy do kliniki, gdzie kazano nam czekać do godziny 9 i wtedy przyjechać na Bursztynową. Po przyjeździe lekarz wykonał usg i stwierdził ropomacicze, zrobił badania krwi, podał kroplówkę, antybiotyk, lek przeciwwymiotny i lek na otwarcie macicy i wypływ ropy. Na kolejną kroplówkę z elektrolitami przyszliśmy wieczorem, gdzie weterynarz podał również lek przeciwbólowy, bo tamten z rana podobno miał działać tylko 6-8 godzin).
Po godzinie 22 sunia zaczęła się dziwnie zachowywać, zdradzać oznaki niepokoju i zwróciła ogromne ilości śliny - po tym nastąpił pierwszy z nocnych telefonów, w którym weterynarz uspokoił nas, że to tylko ślina, którą łykała cały dzień i że teraz powinna być spokojniejsza, jak jej już ulżyło. Około 2 w nocy stan suni się pogorszył, zaczęła szybko i płytko oddychać i dziwnie dyszeć, widać było, że ją boli - po telefonie lekarz powiedział, że ewentualnie możemy podać jej nospę, jednak nie mogliśmy tego zrobić, bo sunia nie chciała nic przełknąć.
Kolejny telefon był koło godziny 6 rano, gdy sunia ciągle ciężko oddychała, a na dodatek przestała reagować na otoczenie, leżała jedynie z otwartymi oczami. Weterynarz na pytanie, czy mógłby przyjechać do nas albo czy możemy pojechać do kliniki odparł tylko, że i tak nie może nic jej podać, bo jeszcze za wcześnie, a wszystkie z podanych objawów są książkowe, bo sunia będzie się teraz zachowywać jak podczas połogu.
Około 20 minut po tym telefonie sunia przestała oddychać, lekarz kazał przyjechać do kliniki. Mimo naszej reanimacji sunia nie zaczęła oddychać i serduszko przestało bić, pod kliniką czekaliśmy jeszcze chwilę na weterynarza, nie przerywając masażu serca i sztucznego oddychania. Po przyjeździe lekarz podał jej adrenalinę, ale serduszko nie podjęło akcji i weterynarz stwierdził zgon.
Zrobił jej potem jeszcze raz usg i okazało się, że nic jej w środku nie pękło i macica wygląda tak, jak wcześniej. Na pytanie, dlaczego odeszła stwierdził, że albo miała chore serduszko (było zdrowe) albo macica ucisnęła naczynia krwionośne i krew nie dopłynęła do serca.
Nie twierdzę, że lekarz postawił błędną diagnozę ale mamy do niego ogromny żal, że nie ulżył jej w cierpieniu i mimo naszych telefonów w nocy nie przyjechał i nie zbadał jej ani nie podał leków, jedynie poprzestał na uspokajaniu, że wszystko jest w porządku.
Nic nie było w porządku- 20 minut po uspokajaniu nas, że objawy są książkowe sunia zmarła. Lekarz po prostu zbagatelizował sytuację, przez co przysporzył jej cierpienia - objawy, które miała mogły świadczyć o sepsie, a on nawet tego nie sprawdził. Piesek skonał w bólu na naszych rękach, a my byliśmy bezradni...



#48 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 29 czerwiec 2019 - 14:31:16

Moja sunia odeszła we wtorek o 6 rano, po kilkukrotnych telefonach w nocy do weterynarza z kliniki na Bursztynowej. Weterynarz uspokajał nas, że wszystko jest "książkowo" przy lekach na otwarcie macicy i oczyszczenie jej z ropy (sunia miała stwierdzone ropomacicze, pierwsze objawy wystąpiły w niedzielę - biegunka, lekka apatia, wymioty. W sobotę była jeszcze wesoła, bawiła się i normalnie się zachowywała. W nocy z niedzieli na poniedziałek dzwoniliśmy do kliniki, gdzie kazano nam czekać do godziny 9 i wtedy przyjechać na Bursztynową. Po przyjeździe lekarz wykonał usg i stwierdził ropomacicze, zrobił badania krwi, podał kroplówkę, antybiotyk, lek przeciwwymiotny i lek na otwarcie macicy i wypływ ropy. Na kolejną kroplówkę z elektrolitami przyszliśmy wieczorem, gdzie weterynarz podał również lek przeciwbólowy, bo tamten z rana podobno miał działać tylko 6-8 godzin).
Po godzinie 22 sunia zaczęła się dziwnie zachowywać, zdradzać oznaki niepokoju i zwróciła ogromne ilości śliny - po tym nastąpił pierwszy z nocnych telefonów, w którym weterynarz uspokoił nas, że to tylko ślina, którą łykała cały dzień i że teraz powinna być spokojniejsza, jak jej już ulżyło. Około 2 w nocy stan suni się pogorszył, zaczęła szybko i płytko oddychać i dziwnie dyszeć, widać było, że ją boli - po telefonie lekarz powiedział, że ewentualnie możemy podać jej nospę, jednak nie mogliśmy tego zrobić, bo sunia nie chciała nic przełknąć.
Kolejny telefon był koło godziny 6 rano, gdy sunia ciągle ciężko oddychała, a na dodatek przestała reagować na otoczenie, leżała jedynie z otwartymi oczami. Weterynarz na pytanie, czy mógłby przyjechać do nas albo czy możemy pojechać do kliniki odparł tylko, że i tak nie może nic jej podać, bo jeszcze za wcześnie, a wszystkie z podanych objawów są książkowe, bo sunia będzie się teraz zachowywać jak podczas połogu.
Około 20 minut po tym telefonie sunia przestała oddychać, lekarz kazał przyjechać do kliniki. Mimo naszej reanimacji sunia nie zaczęła oddychać i serduszko przestało bić, pod kliniką czekaliśmy jeszcze chwilę na weterynarza, nie przerywając masażu serca i sztucznego oddychania. Po przyjeździe lekarz podał jej adrenalinę, ale serduszko nie podjęło akcji i weterynarz stwierdził zgon.
Zrobił jej potem jeszcze raz usg i okazało się, że nic jej w środku nie pękło i macica wygląda tak, jak wcześniej. Na pytanie, dlaczego odeszła stwierdził, że albo miała chore serduszko (było zdrowe) albo macica ucisnęła naczynia krwionośne i krew nie dopłynęła do serca.
Nie twierdzę, że lekarz postawił błędną diagnozę ale mamy do niego ogromny żal, że nie ulżył jej w cierpieniu i mimo naszych telefonów w nocy nie przyjechał i nie zbadał jej ani nie podał leków, jedynie poprzestał na uspokajaniu, że wszystko jest w porządku.
Nic nie było w porządku- 20 minut po uspokajaniu nas, że objawy są książkowe sunia zmarła. Lekarz po prostu zbagatelizował sytuację, przez co przysporzył jej cierpienia - objawy, które miała mogły świadczyć o sepsie, a on nawet tego nie sprawdził. Piesek skonał w bólu na naszych rękach, a my byliśmy bezradni...

Ciekawa grupa na taki wątek "Gdzie zjeść/gdzie się bawić" :)

Dlaczego "uwaga na weterynarzy", jak opisywany jest jeden przypadek i jeden lekarz?

Rozumiem żal o śmierć zwierzaka, ale to właśnie zwierzak, który nie może się poskarżyć, nie powie co go boli, przez co każdy przypadek jest leczony książkowo i w oparciu o intuicję lekarza. Pomagał, reagował doradzał, leczył. Skoro pojawiły sie powikłania czy niewydolność wielonarządowa, to jak rozumieć ulżenie w bólu? Uśpić wcześniej? Czy siedzieć z nim i obserwować kolejne pojawiające się objawy i aplikować kolejne leki, które nie działają z minuty na minutę i nie dają od razu efektów? Skrócić cierpienie, czy je przedłużać?



#49 ~Jagoda~

~Jagoda~
  • Goście

Napisano 30 czerwiec 2019 - 06:48:23

Widocznie Gość nie czytał dokładnie, gdyż opisywano tu więcej niż jedną klinikę. My też trafiliśmy na to forum, szukając pomocy dla naszego maleństwa...
Piesek nic nie powie, ale tu za Fionkę mówiliśmy my, kilkakrotnie telefonując do lekarza prowadzącego, ze jest coraz gorzej. Nawet jeśli faktycznie uznał opisywane objawy za książkowe, to po kolejnym telefonie powinien był przyjechać i zbadać pacjenta, albo pozwolić nam przyjechać do kliniki - o co prosiliśmy. Nie spodziewaliśmy się takiego zakończenia, ale mieliśmy nadzieję, że lekarz będzie mógł podać lek czy kroplówkę albo chociaż powiedzieć, w jaki sposób możemy jej pomóc (w jakiej pozycji ma leżeć albo czy ją nosić na rękach czy nie). Tu lekarz wykazał się brakiem empatii (nie mogę podać leku, to nie przyjadę) nie myśląc o tym, że faktycznie mogło dziać się coś złego.
Jeśli przypadek psa Gościa będzie absolutnie typowy, to może Pan tam leczyć pieska. Jeśli nie - należy się spodziewać, że zostanie Gość z tym sam, bo lekarz się nie zjawi w potrzebie, będzie tylko Gościa uspokajać przez telefon, podczas gdy piesek będzie cierpiał.
Czy wie Gość co czuje osoba, która bezskutecznie przez kilkanaście minut próbuje reanimować swoją mniejszą siostrę? Albo ktoś, kto bezradnie obserwuje jej pogarszający się stan i cierpienie, dzwoni do lekarza i otrzymuje tylko informację, że wszystko jest w porządku? A potem ona umiera...
Wątpię.
A co dopiero mówić o Jej uczuciach i jej cierpieniu...
Weterynarza, któremu brakuje empatii i indywidualnego podejścia do każdego pacjenta nie będę polecać.

Ciekawa grupa na taki wątek "Gdzie zjeść/gdzie się bawić" :)
Dlaczego "uwaga na weterynarzy", jak opisywany jest jeden przypadek i jeden lekarz?
Rozumiem żal o śmierć zwierzaka, ale to właśnie zwierzak, który nie może się poskarżyć, nie powie co go boli, przez co każdy przypadek jest leczony książkowo i w oparciu o intuicję lekarza. Pomagał, reagował doradzał, leczył. Skoro pojawiły sie powikłania czy niewydolność wielonarządowa, to jak rozumieć ulżenie w bólu? Uśpić wcześniej? Czy siedzieć z nim i obserwować kolejne pojawiające się objawy i aplikować kolejne leki, które nie działają z minuty na minutę i nie dają od razu efektów? Skrócić cierpienie, czy je przedłużać?



#50 ~Jagoda~

~Jagoda~
  • Goście

Napisano 30 czerwiec 2019 - 07:52:31

"Skoro pojawiły sie powikłania czy niewydolność wielonarządowa, to jak rozumieć ulżenie w bólu? Uśpić wcześniej? Czy siedzieć z nim i obserwować kolejne pojawiające się objawy i aplikować kolejne leki, które nie działają z minuty na minutę i nie dają od razu efektów? Skrócić cierpienie, czy je przedłużać?" - lekarz zręcznie uniknął tego dylematu moralnego, twierdząc, że wszystko jest w porządku i że za kilka godzin Fionka poczuje się dobrze, gdy ropa z niej wypłynie...
To my z nią siedzieliśmy, minuta po minucie i godzina po godzinie obserwując jej pogarszający się stan i ogromne cierpienie... Tylko że nie mieliśmy możliwości jej pomóc, w przeciwieństwie do lekarza... Który aż do końca twierdził, że wszystko jest w porządku i że nawet nie uwierzymy, jak szybko Fionka dojdzie do siebie.
Zamiast tego - zmarła w cierpieniu...

#51 ~Jan~

~Jan~
  • Goście

Napisano 10 sierpień 2019 - 23:31:25

Moja sunia odeszła we wtorek o 6 rano, po kilkukrotnych telefonach w nocy do weterynarza z kliniki na Bursztynowej. Weterynarz uspokajał nas, że wszystko jest "książkowo" przy lekach na otwarcie macicy i oczyszczenie jej z ropy (sunia miała stwierdzone ropomacicze, pierwsze objawy wystąpiły w niedzielę - biegunka, lekka apatia, wymioty. W sobotę była jeszcze wesoła, bawiła się i normalnie się zachowywała. W nocy z niedzieli na poniedziałek dzwoniliśmy do kliniki, gdzie kazano nam czekać do godziny 9 i wtedy przyjechać na Bursztynową. Po przyjeździe lekarz wykonał usg i stwierdził ropomacicze, zrobił badania krwi, podał kroplówkę, antybiotyk, lek przeciwwymiotny i lek na otwarcie macicy i wypływ ropy. Na kolejną kroplówkę z elektrolitami przyszliśmy wieczorem, gdzie weterynarz podał również lek przeciwbólowy, bo tamten z rana podobno miał działać tylko 6-8 godzin).
Po godzinie 22 sunia zaczęła się dziwnie zachowywać, zdradzać oznaki niepokoju i zwróciła ogromne ilości śliny - po tym nastąpił pierwszy z nocnych telefonów, w którym weterynarz uspokoił nas, że to tylko ślina, którą łykała cały dzień i że teraz powinna być spokojniejsza, jak jej już ulżyło. Około 2 w nocy stan suni się pogorszył, zaczęła szybko i płytko oddychać i dziwnie dyszeć, widać było, że ją boli - po telefonie lekarz powiedział, że ewentualnie możemy podać jej nospę, jednak nie mogliśmy tego zrobić, bo sunia nie chciała nic przełknąć.
Kolejny telefon był koło godziny 6 rano, gdy sunia ciągle ciężko oddychała, a na dodatek przestała reagować na otoczenie, leżała jedynie z otwartymi oczami. Weterynarz na pytanie, czy mógłby przyjechać do nas albo czy możemy pojechać do kliniki odparł tylko, że i tak nie może nic jej podać, bo jeszcze za wcześnie, a wszystkie z podanych objawów są książkowe, bo sunia będzie się teraz zachowywać jak podczas połogu.
Około 20 minut po tym telefonie sunia przestała oddychać, lekarz kazał przyjechać do kliniki. Mimo naszej reanimacji sunia nie zaczęła oddychać i serduszko przestało bić, pod kliniką czekaliśmy jeszcze chwilę na weterynarza, nie przerywając masażu serca i sztucznego oddychania. Po przyjeździe lekarz podał jej adrenalinę, ale serduszko nie podjęło akcji i weterynarz stwierdził zgon.
Zrobił jej potem jeszcze raz usg i okazało się, że nic jej w środku nie pękło i macica wygląda tak, jak wcześniej. Na pytanie, dlaczego odeszła stwierdził, że albo miała chore serduszko (było zdrowe) albo macica ucisnęła naczynia krwionośne i krew nie dopłynęła do serca.
Nie twierdzę, że lekarz postawił błędną diagnozę ale mamy do niego ogromny żal, że nie ulżył jej w cierpieniu i mimo naszych telefonów w nocy nie przyjechał i nie zbadał jej ani nie podał leków, jedynie poprzestał na uspokajaniu, że wszystko jest w porządku.
Nic nie było w porządku- 20 minut po uspokajaniu nas, że objawy są książkowe sunia zmarła. Lekarz po prostu zbagatelizował sytuację, przez co przysporzył jej cierpienia - objawy, które miała mogły świadczyć o sepsie, a on nawet tego nie sprawdził. Piesek skonał w bólu na naszych rękach, a my byliśmy bezradni...

Niestety Pani Jagodo, ale Pani piesek nie żyje tylko dlatego, że Pan Piotr gdy dostaje telefon w środku nocy, to uspokaja i zbywa ludzi, by tylko nie jechać do kliniki. Także Pani piesek nie żyje z powodu zaniedbania i lenistwa Pana Piotra, bardzo mi przykro, bo sam doświadczyłem podobnej sprawy. Doktor uspokajał i kazał przyjść rano..eh szkoda słów.



#52 ~Jan~

~Jan~
  • Goście

Napisano 10 sierpień 2019 - 23:37:44

A Pani negatywna opinia nic nie da, bo klinika płaci firmie pijarowej, by reagowała na takie sytuacje. Ma być słodko i cukierkowo, wszystkie opinie na plus, więc jak pojawia się zła opinia, to agencja pijarowa zaraz pisze dobrą. Tak to działa. 





Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych