Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »


418 odpowiedzi w tym temacie

#401 ~emi~

~emi~
  • Goście

Napisano 08 luty 2013 - 11:19:44

Prawda jest taka, że izba przyjęć jest otwierana kiedy jest pacjentka w holu.Czeka sie czasem długo na pielęgniarkę.Jedyną osobą, która na dole jest i czuwa to ochroniarz, który bezczelnie potrafi zapytac z jakiego powodu kobieta sie tam pojawiła.Bynajmniej tak było w moim przypadku.Na izbie przyjęć powinien mieć ktos dyżur cały czas.

#402 ~hhhh~

~hhhh~
  • Goście

Napisano 08 luty 2013 - 22:23:55

Nie wrzucajcie wszystkich do jednego worka są w \ustcre położne które interesuje rodząca i młoda mama sama nie dawno rodziłam poród masakra ale opieka po muszę przyznać że nie była zła.

#403 ~Iw~

~Iw~
  • Goście

Napisano 09 luty 2013 - 14:26:04

Mam mieszane uczucia jak czytam te wszystkie komentarze. Rodziłam w Ustce 2 lata temu. W czasie ciąży miałam poważne obawy co do tego, gdzie rodzić, dlatego po upływie terminu porodu pojechałam do Sławna. Po przyjeździe bardzo się rozczarowałam... Po tym, jak mnie już łaskawie przyjęli leżałam godzinę pod ktg w (nawet nie wiem jak to okreslić) przedsionku, między drzwiami wejściowymi z okienkiem a drzwiami na oddział. Przez owe okienko co rusz zaglądali jacyś zainteresowani członkowie rodzin rodzących, ja nie okryta, nie odgrodzona.. Zmarzłam wtedy niemiłosiernie i bardzo nieprzyjemnie mi było ze świadomością ile osób gapi się na mój odkryty brzuch. Ale cóż, przetrwałam to. Następnie przyszedł czas na badanie... jak mnie zaprowadzili do kanciapy zwanej gabinetem lekarza, jak zobaczyłam ten fotel pamiętający czasy II wojny światowej to lampeczka mi się zapaliła..Ale myślę sobie, nie to jest najważniejsze. Ponoć lekarze dużo milsi więc czekam. Lekarz, który przyszedł miał chyba baardzo zły dzień bo badanie nie należało do najmilszych a rozmowa po nim była jeszcze gorsza. W ciąży miałam cukrzycę, więc zaleceniem lekarza po terminie miałam mieć poród wywoływany. Pan dr długo słuchał argumentów, że nie ma na co czekać tylko podłączać kroplówkę. W końcu łaskawie zaproponował mi odległy o kolejny tydzień termin i kategorycznie odmówił porodu rodzinnego. Podziękowałam grzecznie i już się tam więcej nie pojawiłam. Wychodząc miałam jeszcze okazję zobaczyć, w jakich warunkach przebywają świeżo upieczone mamusie i ich dzieci. Na jedną pacjentkę z dzieckiem nie przypada nawet półtora metra kwadratowego... Tak więc z obawą, ale jednak wybrałam się do Ustki. I tu spotkało mnie miłe rozczarowanie. Izba była otwarta (ale to był dzień) więc nie musiałam na nikogo czekać. Od razu zostałam przyjęta, wypełniłam wszystkie dokumenty (to było chyba najgorsze :P) i skierowano mnie na patologię. od razu przyszedł przesympatyczny lekarz i widząc w karcie ciąży że mam cukrzycę zalecił dopplera. Natychmiast zabrał mnie na badanie, dokładnie obmierzył i mnie i dziecko i sprawdził czy z małą wszystko w porządku. Że nie było żadnych powodów do niepokoju kazał przyjechać za dwa dni na wywołanie. (nie chciałam zostać na patologii bo mam w domciu drugie dziecko). W umówionym terminie pojawiliśmy się z mężem, zostałam umieszczona w osobnej sali (może to fart że nikogo nie było, chociaż obecność innych mam wcale by mi nie przeszkadzała). Zbadał mnie lekarz, sam zapytał pielęgniarkę, czy może mi podłączyć próbną kroplówkę i po godzinie już leżałam pod aparatem. Co chwilę ktoś do mnie zachodził i sprawdzał czy reaguję na oksy. po kilku godzinach akcja porodowa sama się rozpoczęła. Czekałam cierpliwe w towarzystkie męża a o wszelkich zmianach informowałam lekarza, który ani razu nie miał do mnie pretensji. Minęła godzina odwiedzin i nikt nawet słowem się nie odezwał, że mąż nie wyszedł. Przychodzili, sprawdzali. Jak już się zaczęło zaprowadzili mnie na dół. Do męża nikt nie miał pretensji, nie musiałam nawet mówić, że będzie przy mnie. Rodziłam na osobnej sali, świetnie wyposażonej i przygotowanej chyba na każdą ewentualność. Minusy? były i owszem. Po pierwsze położne stwierdziły że nie ma sensu czekać całą noc aż urodzę więc podłączyli kroplówkę z oksy (tego im nigdy nie zapomnę :P) Cierpiałam bardzo, ale nie należę do osób które robią raban a doskonale wiedziałam że skoro rodzę to musi boleć. Skakałam więc sobie na piłce i w pół godziny było już po wszystkim. Położne co rusz mnie wspierały, chwaliły za mój spokój i opanowanie. W nagrodę położna zastosowała jakiś specjalny rodzaj szwu i rozpuszczalne nici. Dziecko od razu po zbadaniu dostał tatuś do osobnego pokoju, później mnie tam przewieziono i pozwolono cieszyć się sobą przez ponad pół godziny. Na oddział zostałam zawieziona, nawet tabletki przeciwbólowe mi proponowano. Że nie chciałam, to już inna sprawa :) A za cały ten luksus nie zapłaciłam ani złotówki choć żałuję, bo należało im się bardzo. Leżałam z małą trzy dni i były to bardzo miłe chwile. Wniosek z tego jeden - jak żądacie szacunku same najpierw go okazujcie i to nie im ale sobie. Boli, no trudno. zawsze bolało, nie trzeba panikować, drzeć się w niebogłosy. Bo tego nie lubią, z tym się zgodzę. Wiele się naoglądałam podczas tych dwóch porodów. Widziałam matkę walącą głową w parapet i drącą się, by "to" z niej wyziągnęli. A ja zamiast tego rodziłam sobie w spokoju i nie narzekam. Od nas zależy, jaką będziemy miały opiekę bo panikująca i krzycząca matka niestety nie ułatwia im zadania.

#404 ~gosc~

~gosc~
  • Goście

Napisano 09 luty 2013 - 15:49:44

Tak to jest jak się słucha i bierze pod uwagę opinie kilku bab, które napisały tutaj 3/4 postów, ziejących nienawiścią i którym jad dosłownie się aż sączy z ust. Te babska są wprost chore i przeżarte nienawiścią, wystarczy poczytać ich posty, nic merytorycznego tam nie ma, poza obrażaniem i nienawiścią do wszystkiego i wszystkich na tym oddziale.

Mówią, ze w Sławnie, Lęborku jest lepiej, ale nigdy tam nie były ani nie rodziły, wypowiada się tutaj na temat usteckiej porodówki, także stara bezdzietna panna :lol: , która oczywiście o porodówkach i wychowywaniu dzieci wie najwięcej i zna się na tym najlepiej :D.

Ciężko słuchać i brać pod uwagę opinię pełnych zawiści i niesprawiedliwych uprzedzeń kobiet, z których część w ogóle tej porodówki na oczy nie widziały :lol: .

Posłuchałaś się tych opinii i co w Sławnie lepiej?, nie, a Ustce tak źle, też nie. Najlepiej dowiadywać się wśród znajomych, które tutaj rodziły i zaciągnąć wśród takich osób opinii, a nie osób które, ani porodówki w Sławni, Lęborku, Miastu ani tym bardziej w Ustce na oczy nie widziały, a jedyne co potrafią to sączyć jad, nienawiść i wyżywać się na wszystkich na forach internetowych za swoją ułomność i zmarnowanie życie!.

#405 ~Kinga~

~Kinga~
  • Goście

Napisano 09 luty 2013 - 19:31:06

Cierpiałam bardzo, ale nie należę do osób które robią raban a doskonale wiedziałam że skoro rodzę to musi boleć. Skakałam więc sobie na piłce i w pół godziny było już po wszystkim. Położne co rusz mnie wspierały, chwaliły za mój spokój i opanowanie. W nagrodę położna zastosowała jakiś specjalny rodzaj szwu i rozpuszczalne nici. Na oddział zostałam zawieziona, nawet tabletki przeciwbólowe mi proponowano. Że nie chciałam, to już inna sprawa :) A za cały ten luksus nie zapłaciłam ani złotówki choć żałuję, bo należało im się bardzo. Leżałam z małą trzy dni i były to bardzo miłe chwile. Wniosek z tego jeden - jak żądacie szacunku same najpierw go okazujcie i to nie im ale sobie. Boli, no trudno. zawsze bolało, nie trzeba panikować, drzeć się w niebogłosy. Bo tego nie lubią, z tym się zgodzę. Wiele się naoglądałam podczas tych dwóch porodów. Widziałam matkę walącą głową w parapet i drącą się, by "to" z niej wyziągnęli. A ja zamiast tego rodziłam sobie w spokoju i nie narzekam. Od nas zależy, jaką będziemy miały opiekę bo panikująca i krzycząca matka niestety nie ułatwia im zadania.


Po pierwsze: kobiety różnie reagują na ból, niektóre krzyczą, nawet gdy tego nie chcą, widocznie Pani udało się opanować, więc ma Pani wysoki próg bólu, szok i przerażenie potęgują odczucia i to trzeba zrozumieć,
Po drugie: położna ma traktować każdego pacjenta tak samo, to tak a propos tej "nagrody" w postaci specjalnego szwu i nici - chyba nie chce Pani zasugerować, że gdy któraś Pacjentka jest "trudna" to się ją ukarze szyjąc "na okrętkę" dratwą?

#406 ~Iw~

~Iw~
  • Goście

Napisano 11 luty 2013 - 11:43:51

Po pierwsze: kobiety różnie reagują na ból, niektóre krzyczą, nawet gdy tego nie chcą, widocznie Pani udało się opanować, więc ma Pani wysoki próg bólu, szok i przerażenie potęgują odczucia i to trzeba zrozumieć,
Po drugie: położna ma traktować każdego pacjenta tak samo, to tak a propos tej "nagrody" w postaci specjalnego szwu i nici - chyba nie chce Pani zasugerować, że gdy któraś Pacjentka jest "trudna" to się ją ukarze szyjąc "na okrętkę" dratwą?


mam niski próg bólu, ale jak idę rodzić to chyba wiem, że inaczej się nie da? Warunki mamy wspaniałe, kiedyś kobiety rodziły na stojąco podtrzymywane przez kogoś albo coś i jakoś dzieci nie przestały się rodzić. mamy XXI wiek i postęp widać właśnie w tych warunkach co nie znaczy, że mamy teraz wymagać cesarek, znieczuleń i innych wynalazków. Poród to ból i żaden wiek tego nie zmieni. I moim zdaniem taki cud, jakim jest urodzenie dziecka nie powinien nawet przychodzić łatwo. Czy coś sugeruje?? nie, bo żadna z kobiet leżących ze mną na oddziale po porodzie nie narzekała na szwy. Ile jest takich przypadków złego zszycia?? i jak Pani myśli, dlaczego one się zdażają? Proszę sobie teraz wyobrazić że jest Pani na miejscu tej położnej. Ma Pani przed sobą najpoważniejsze zadanie - przyjęcie na świat dziecka i zadbanie by jemu i mamie nic się nie stało. A tu, na łóżku leży rozhisteryzowana kobieta, która zajmując się tylko swoim bólem nie prze, a co za tym idzie dusi dziecko. Jak się Pani zachowuje? co głaskać ją po główce? przecież tam się dziecko dusi. Kobiety, weźcie się proszę w garść. To wy nie dajecie im szans na wykonywanie swojej pracy. Po co się drzeć? Nie pomoże a wręcz zaszkodzi. Macie 9 miesięcy na to, by się psychicznie przygotować do porodu. BOLI i MA BOLEĆ, bo inaczej się dziecko nie urodzi. Zapewne teraz wypowiedzą się kobiety, które nasłychały się o cudach znieczulenia... A czytałyście, że owe znieczulenie najczęściej powoduje zatrzymanie akcji porodowej? A wtedy kochane mamy wasze dzieciątko (niby takie oczekiwane i kochane) męczy się w tym waszym brzuchu bo nie może się urodzić. Pozostaje w takim przypadku cesarka. A później chodzicie zgięte w pół, płaczecie że boli rana i nie macie siły nawet wstać z łóżka do Waszego kochanego dziecka. Ponadto dziecko musi przejść przez kanał rodny kobiety. tak zostało to skonstruowane, pomyślane (przez kogo, mnie nie pytajcie). A przytoczone przez Panią "szycie na okrętkę dratwą" być może się zdarzało, ale w czasach baardzo odległych od naszych. Teraz położna doradzi nawet, by nie zakładać bielizny, bo szybciej się zagoi. Ale to też się spotyka z ogromną krytyką. W ogóle to powinni tak zrobić, żebyście jeszcze nie krwawiły, bo to też problem... Słów mi brak, naprawdę. Nie wy jesteście w takiej chwili najważniejsze, tylko dziecko i powinnyście odpowiedzialnie podejść do porodu.

#407 ~Kinga~

~Kinga~
  • Goście

Napisano 12 luty 2013 - 02:12:50

mam niski próg bólu, ale jak idę rodzić to chyba wiem, że inaczej się nie da? Warunki mamy wspaniałe, kiedyś kobiety rodziły na stojąco podtrzymywane przez kogoś albo coś i jakoś dzieci nie przestały się rodzić. mamy XXI wiek i postęp widać właśnie w tych warunkach co nie znaczy, że mamy teraz wymagać cesarek, znieczuleń i innych wynalazków. Poród to ból i żaden wiek tego nie zmieni. I moim zdaniem taki cud, jakim jest urodzenie dziecka nie powinien nawet przychodzić łatwo.


Problem w tym, że się jednak da zminimalizować (ale nie wykluczyć) ból przy porodzie i naprawdę nie widzę powodu by kobiety z tego dobrodziejstwa medycyny nie korzystały, nie umniejszając w niczym "cudu narodzin", który bardziej nawet się doświadcza nie skupiając na cierpieniu i pokazaniu "twardości" za wszelką cenę bo przecież kult "Matki Polki" tego wymaga by była męczennicą.
Tymczasem, jak słusznie Pani zauważyła, mamy XXI wiek i czasy "umartwiania się" w dążeniu do świętości odeszły w zapomnienie. Postrzeganie bólu jako kary za grzech Adama i Ewy również.
Czasy, w których kobiety rodziły w polu też. I dobrze, bo wiele z nich nigdy z tego pola nie wracało. Śmiertelność kobiet i dzieci przy porodach była zatrważająca. A fakt, że dzieci się rodziły zawdzięczano brakiem antykoncepcji. Kobieta, czy chciała, czy nie, rodziła. Naturalna konsekwencja bycia żoną. No chyba, że naparzyła sobie ziółek "na spędzenie płodu". Ale to temat tabu ówczesnych akuszerek. Dla mnie to, czy kobieta urodzi w znieczuleniu czy poprzez CC nie czyni z niej "gorszej" matki. Cierpienie nie jest żadną nobilitacją. Prawdziwą matką może być nawet ta, która adoptowała niemowlę, nie zaznawszy trudu rodzenia.

Czy coś sugeruje?? nie, bo żadna z kobiet leżących ze mną na oddziale po porodzie nie narzekała na szwy. Ile jest takich przypadków złego zszycia?? i jak Pani myśli, dlaczego one się zdażają? Proszę sobie teraz wyobrazić że jest Pani na miejscu tej położnej. Ma Pani przed sobą najpoważniejsze zadanie - przyjęcie na świat dziecka i zadbanie by jemu i mamie nic się nie stało. A tu, na łóżku leży rozhisteryzowana kobieta, która zajmując się tylko swoim bólem nie prze, a co za tym idzie dusi dziecko. Jak się Pani zachowuje? co głaskać ją po główce? przecież tam się dziecko dusi. Kobiety, weźcie się proszę w garść. To wy nie dajecie im szans na wykonywanie swojej pracy. Po co się drzeć? Nie pomoże a wręcz zaszkodzi. Macie 9 miesięcy na to, by się psychicznie przygotować do porodu. BOLI i MA BOLEĆ, bo inaczej się dziecko nie urodzi. Zapewne teraz wypowiedzą się kobiety, które nasłychały się o cudach znieczulenia... A czytałyście, że owe znieczulenie najczęściej powoduje zatrzymanie akcji porodowej? A wtedy kochane mamy wasze dzieciątko (niby takie oczekiwane i kochane) męczy się w tym waszym brzuchu bo nie może się urodzić. Pozostaje w takim przypadku cesarka.


Kobiety darły się od wieków, nawet Biblia wspomina o "krzykach boleści" i "wiciu się z bólu" przy rodzeniu.
No ale pewnie ówczesne kobiety też były rozhisteryzowane. Całkiem możliwe.
Ja jednak uważam, że jest skala bólu (indywidualna) po przekroczeniu której każda kobieta zacznie krzyczeć. No chyba, że wcześniej zemdleje. Dlatego daleka jestem od piętnowania takich kobiet. Współczuję im. Poród porodowi nierówny.
Bardzo ważne jest, by kobieta współpracowała z położną i lekarzem, to oczywiste.
Kobiety znieczulone chętniej współpracują bo mogą się skupić na poleceniach, a nie zwijają się bólu, wzdrygając na każde dotknięcie. W wielu szpitalach normą jest znieczulanie i co, chce Pani powiedzieć, że większość znieczulanych tam kobiet ma cc? Jest wręcz odwrotnie. Prawidłowo wykonane znieczulenie nie powoduje, że kobieta nie odczuwa skurczy. Ba, może nawet chodzić, co jest wręcz wskazane bo prawo grawitacji może dużo pomóc.
Jasne, może przedłużyć nieco poród, tym niemniej większym zagrożeniem jest doprowadzenie kobiety do skrajnego wymęczenia bólem do stanu, gdy nie ma siły przeć, traci kontakt z rzeczywistością, jest już jej wszystko jedno, nie myśli racjonalnie ani o dziecku bo działa tu instynkt przetrwania i szok. Wtedy szybko cesarka i to w narkozie bo na wkłucie się w kręgosłup nie ma czasu. Nie wspominając o wystraszonym sinym dziecku, które cały czas słyszy krzyki matki (i innych kobiet, jeśli rodzi ona w boksie) i odczuwa jej stres.
Tak ma wyglądać rodzenie "po ludzku"?
Super. Nie dziwię się, że tyle kobiet decyduje się na poród w prywatnych klinikach (i nie mam na myśli tylko słynnych cesarek na życzenie).
Szkoda tylko, że nie każdą kobietę na to stać.
Czasy się zmieniają, kiedyś kobieta rodziła pierwsze dziecko przed 20stką, a taką w wieku 30 nazywano starą pierwiastką. Teraz niejednokrotnie kobiety pierwsze dziecko rodzą po 35 roku życia. Nic dziwnego, że liczba cc wzrasta. I wzrastać będzie. Choćby ze względów bezpieczeństwa dla dziecka.
Kiedyś kobiety rodziły prawdziwie siłami natury (bez sztucznej oksytocyny, nacinania krocza, wyciskania dziecka, kleszczy, vacuum - no i bez znieczulenia i in. wynalazków), teraz zaledwie w Polsce tylko 6% jest takich porodów.
Reszta to porody drogami natury ale siłami medycyny. Taka jest prawda.

A później chodzicie zgięte w pół, płaczecie że boli rana i nie macie siły nawet wstać z łóżka do Waszego kochanego dziecka. Ponadto dziecko musi przejść przez kanał rodny kobiety. tak zostało to skonstruowane, pomyślane (przez kogo, mnie nie pytajcie). A przytoczone przez Panią "szycie na okrętkę dratwą" być może się zdarzało, ale w czasach baardzo odległych od naszych. Teraz położna doradzi nawet, by nie zakładać bielizny, bo szybciej się zagoi. Ale to też się spotyka z ogromną krytyką. W ogóle to powinni tak zrobić, żebyście jeszcze nie krwawiły, bo to też problem... Słów mi brak, naprawdę. Nie wy jesteście w takiej chwili najważniejsze, tylko dziecko i powinnyście odpowiedzialnie podejść do porodu.


W dniu porodu zarówno matka jak i dziecko jest tak samo ważne, dlatego trzeba zadbać o ich oboje. I to nie tylko od strony fizycznej, ale i psychicznej.
Jestem w stanie przyznać rację, że niektóre kobiety mogą robić problemy przy wydawałoby się oczywistych rzeczach (jakby wspomniane tu wcześniej "wietrzenie krocza", czy krwawienie). Zastanówmy się jednak skąd to sie bierze. I czy reakcja negatywna jest właściwa.
Kiepskie szycie wcale nie należy do rzadkości - wystarczy zorientować się w temacie vaginoplastyki poporodowej, ile kobiet z tym się boryka. Niektóre się operują (jak się uda to na NFZ).

#408 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 13 luty 2013 - 00:03:38

Powód do krzyku z bólu miały kobiety, które były torturowane w czasach polowania na czarownice. Ból podczas porodu nawet w 1/100 nie równa się z tym, co przeżywały podczas łamania wszystkich kości czy wyrywania paznokci. To, co teraz obserwujemy jest wynikiem szerzącej się histerii wywołanej przez rozpieszczone paniusie, które nie dojrzały do tego by zostać matką. To przerażające, do jakiej skali urosło to zjawisko. I naprawdę, jest także różnica między kobietą, która krzyczy podczas porodu a kobietą, która najzwyczajniej w świecie histeryzuje. Dlaczego nie skłaniać się ku naturalnym sposobom radzenia sobie z bólem?? Położne zawsze doradzają w jaki sposób oddychać, żeby złagodzić ból. Gdyby te kobiety zamiast się drzeć słuchały, z pewnością byłby im łatwiej.
Słusznie Pani zauważyła, jak takie darcie się wpływa na matki i dzieci... Warto? i nie o stereotyp tu chodzi. nie o bycie "twardą" (to śmieszne, że w ogóle używa Pani takich argumentów). Chodzi o to, że ból porodu można znieść, można sobie z nim radzić a wszystko zależy od przygotowania.
To nie położna ma dbać o nastawienie matki do porodu, choć najczęściej pomaga, to jednak my-kobiety musimy się do tego przygotować same.
Nie wiem też, gdzie Pani rodziła, ale mi podczas dwóch porodów nikt nie zabraniał chodzić. Wręcz zachęcano mnie do wejścia pod prysznic by złagodzić ból... Nakaz leżenia obowiązywał w czasach kiedy rodziła moja mama, a to bardzo dawno było..
Co do szycia.. ile kobiet tyle przypadków. Każdej z nas rany inaczej się goją, inaczej też zachowuje się skóra i mięśnie podczas porodu. Jak się do tego jeszcze doda sprzeciwianie się nacinaniu.... Sporo kobiet ma później problemy na własne życzenie. Wina lekarza czy położnej, że krocze nie wytrzymało? Nie. A zszyć mocno trzeba..

#409 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 13 luty 2013 - 00:04:34

Powód do krzyku z bólu miały kobiety, które były torturowane w czasach polowania na czarownice. Ból podczas porodu nawet w 1/100 nie równa się z tym, co przeżywały podczas łamania wszystkich kości czy wyrywania paznokci. To, co teraz obserwujemy jest wynikiem szerzącej się histerii wywołanej przez rozpieszczone paniusie, które nie dojrzały do tego by zostać matką. To przerażające, do jakiej skali urosło to zjawisko. I naprawdę, jest także różnica między kobietą, która krzyczy podczas porodu a kobietą, która najzwyczajniej w świecie histeryzuje. Dlaczego nie skłaniać się ku naturalnym sposobom radzenia sobie z bólem?? Położne zawsze doradzają w jaki sposób oddychać, żeby złagodzić ból. Gdyby te kobiety zamiast się drzeć słuchały, z pewnością byłby im łatwiej.
Słusznie Pani zauważyła, jak takie darcie się wpływa na matki i dzieci... Warto? i nie o stereotyp tu chodzi. nie o bycie "twardą" (to śmieszne, że w ogóle używa Pani takich argumentów). Chodzi o to, że ból porodu można znieść, można sobie z nim radzić a wszystko zależy od przygotowania.
To nie położna ma dbać o nastawienie matki do porodu, choć najczęściej pomaga, to jednak my-kobiety musimy się do tego przygotować same.
Nie wiem też, gdzie Pani rodziła, ale mi podczas dwóch porodów nikt nie zabraniał chodzić. Wręcz zachęcano mnie do wejścia pod prysznic by złagodzić ból... Nakaz leżenia obowiązywał w czasach kiedy rodziła moja mama, a to bardzo dawno było..
Co do szycia.. ile kobiet tyle przypadków. Każdej z nas rany inaczej się goją, inaczej też zachowuje się skóra i mięśnie podczas porodu. Jak się do tego jeszcze doda sprzeciwianie się nacinaniu.... Sporo kobiet ma później problemy na własne życzenie. Wina lekarza czy położnej, że krocze nie wytrzymało? Nie. A zszyć mocno trzeba..

#410 ~karola2222~

~karola2222~
  • Goście

Napisano 05 czerwiec 2013 - 14:15:52

Witam, jestem 5 dzien na patologi ciąży w Ustce. Mogę odpowiedzie na nutrujące pytania. Dodam, że spodziewam się blizniaków. Personel swietny :D



#411 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 05 czerwiec 2013 - 15:52:30

Karola...jak leżałam na patologii to też mi się wszystko wydawało fajne:)
Koszmar się zaczął po zejściu na porodówkę.

Ale... Ciebie czeka PLANOWA cesarka, więc nie wypowiadaj się dziecko...

Pogadamy jak trafisz tam w środku nocy, ze skurczami i do porodu siłami natury, ok?



#412 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 05 czerwiec 2013 - 20:27:25

Karola...jak leżałam na patologii to też mi się wszystko wydawało fajne:)
Koszmar się zaczął po zejściu na porodówkę.

Ale... Ciebie czeka PLANOWA cesarka, więc nie wypowiadaj się dziecko...

Pogadamy jak trafisz tam w środku nocy, ze skurczami i do porodu siłami natury, ok?

ja byłam na patologii i w nocy zaczęłam rodzić, a rodziłam siłami natury. Wrzeszczałam jak opętana, ale  mimo to byłam dobrze nastawiona do położnych i starałam się współpracować jak tylko potrafiłam najlepiej - żadna z pań nie była dla mnie nie miła, wręcz przeciwnie: stwierdziły, że w końcu rodzę, więc mam prawo trochę pohałasować :) zgadzam się z dziewczyną, która chwaliła porodówkę w Ustce: jeśli chcecie, żeby ktoś był dla was miły to same też bądźcie miłe.   



#413 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 05 czerwiec 2013 - 20:31:01

acha: Karola, powodzenia :) życzę szybkiego, sprawnego porodu i zdrowiutkiego, różowego bejbika :) zazdroszczę Ci jednego: tego pierwszego przytulenia dzieciątka, och, cudowne uczucie :)  



#414 ~karola2222~

~karola2222~
  • Goście

Napisano 06 czerwiec 2013 - 13:10:02

Dziękuję bardzo właśnie liczy się nastawienie, to daje bardzo dużo.

Można dużo powiedzieć o osobach, które odrazu naskakują na mnie za moją wypowiedz do której mam prawo pozdrawiam.
 

 



#415 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 23 czerwiec 2013 - 14:46:10

skoro Ustka jest taka super to czemu kobiety wolą jechać o wiele dalej jak do Lęborka czy do Miastka, gdzie szpital jest w gorszym stanie niż w Ustce?
Żona była w Ustce szpitalu i ma taką traume, że nawet na budynek nie może patrzyć. Dlatego bardzo się zastanawialiśmy, gdzie najlepiej rodzić. Wszystkie znajome co rodziły w Uscte wyraźnie powiedziały tylko nie tam! Miałem opory ale wybraliśmy Miastko. Mogę powiedzieć, że z czystym sumieniem polecam Miastko, obsługa, klimat, zgranie załogi wszystko na plus. Aha w tym samym czasie rodziły jeszcze dwie panie ze Słupska. Taka sama opinia.
A w Ustce podobno puchy, więc może coś wreście tam zmieni, bo na działanie posła z sejmiku wojewódzkiego nie ma co liczyć i dla niego jest ok. A to, że kobiety wybierają odleglejsze i inne placówki, to w ogóle nie ma znaczenia i nikomu nie daje do myślenia.

#416 ~mrmyers~

~mrmyers~
  • Goście

Napisano 11 wrzesień 2013 - 10:34:23

Z porodem czasem może być sporo zamieszania, o czym przekonałem się, czytając komentarze kobiet stąd: http://niulife.pl/

  I przyznam się, że trochę się boję, bo żona ma rodzić na dniach.



#417 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 11 wrzesień 2013 - 11:06:56

Wiadomo przecież kim jest ordynator i kto tam pracuje.

#418 ~karolek~

~karolek~
  • Goście

Napisano 02 sierpień 2014 - 14:04:29

Zachowanie " pan pielegniarek" na usteckiej porodowce zostawia wiele do życzenia p.Stus, jedyne co soba reprezentuja to chamstwo, gburowatosc, brak kultury. Taka jest prawda, kazda kobieta ktora kiedykolwiek sie z nimi zetknela o tym jest przekonana. Także p.dr Stus smieszy nas panskie oswiadczenie w tej sprawie, wiadomo ze sie "nie robi do wlasnego gniazda", ale sam sie pan na tym "gównie" przejedzie. Miejmy nadzieje ze wczesniej , niz pozniej, a zadne MALUTKIE DZIECIATKO TEGO ZYCIEM NIE PRZYPLACI.

#419 ~karolek~

~karolek~
  • Goście

Napisano 02 sierpień 2014 - 14:14:31

Powód do krzyku z bólu miały kobiety, które były torturowane w czasach polowania na czarownice. Ból podczas porodu nawet w 1/100 nie równa się z tym, co przeżywały podczas łamania wszystkich kości czy wyrywania paznokci. To, co teraz obserwujemy jest wynikiem szerzącej się histerii wywołanej przez rozpieszczone paniusie, które nie dojrzały do tego by zostać matką. To przerażające, do jakiej skali urosło to zjawisko. I naprawdę, jest także różnica między kobietą, która krzyczy podczas porodu a kobietą, która najzwyczajniej w świecie histeryzuje. Dlaczego nie skłaniać się ku naturalnym sposobom radzenia sobie z bólem?? Położne zawsze doradzają w jaki sposób oddychać, żeby złagodzić ból. Gdyby te kobiety zamiast się drzeć słuchały, z pewnością byłby im łatwiej.
Słusznie Pani zauważyła, jak takie darcie się wpływa na matki i dzieci... Warto? i nie o stereotyp tu chodzi. nie o bycie "twardą" (to śmieszne, że w ogóle używa Pani takich argumentów). Chodzi o to, że ból porodu można znieść, można sobie z nim radzić a wszystko zależy od przygotowania.
To nie położna ma dbać o nastawienie matki do porodu, choć najczęściej pomaga, to jednak my-kobiety musimy się do tego przygotować same.
Nie wiem też, gdzie Pani rodziła, ale mi podczas dwóch porodów nikt nie zabraniał chodzić. Wręcz zachęcano mnie do wejścia pod prysznic by złagodzić ból... Nakaz leżenia obowiązywał w czasach kiedy rodziła moja mama, a to bardzo dawno było..
Co do szycia.. ile kobiet tyle przypadków. Każdej z nas rany inaczej się goją, inaczej też zachowuje się skóra i mięśnie podczas porodu. Jak się do tego jeszcze doda sprzeciwianie się nacinaniu.... Sporo kobiet ma później problemy na własne życzenie. Wina lekarza czy położnej, że krocze nie wytrzymało? Nie. A zszyć mocno trzeba..





Ty ignorantko......
Polowanie na czarownice....poważnie???!!!! Bol porodu z powiklaniami da sie wytrzymac, chcesz tlumaczyc to "pierwiastce"
Ludzie skad bierzecie takie bzdury!!!!!
Tez rodzilam w Ustce , nie mam zastrzeżeń co do akcji w czasie porodu i opieki poporodowej. Ale jest kwestia tego co zaobserwowalam na odziale. I napisze jedno;;;;;;; nie wiem jak bym to zniosla gdyby nie znajoma pielegniarka.



Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych