Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »

Ofiary z Wilhelma Gustloffa potajemnie pochowano w Ustce :: zobacz komentowany artykuł


67 odpowiedzi w tym temacie

#1 ~www.powiatslupsk.info~

~www.powiatslupsk.info~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 09:02:50

Tragedia tych trzech statków (Wilhelm Gustloff, Steuben, Goya) to największe morskie cmentarzyska wojenne na świecie - zginęło łącznie około 20.000 ludzi (starcy, dzieci, ranni i kobiety). Te trzy, największe katastrofy morskie do dziś budzą wielkie emocje wśród historyków. Titanic przy ich to pikuś. Może kiedyś powstanie film o tych wydarzeniach.
Jak kogoś interesuje dokładna historia Steubena, który spoczął niedaleko Ustki to zapraszam - http://www.powiatslu...nfo/steuben.htm

#2 ~czarodziejka~

~czarodziejka~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 09:29:45

...zginęli też więźniowie obozów koncentacyjnych (statek został zbombardowany przez Anglików , którzy nie mieli pojęcia kto jest na pokładzie) . III Rzesza chciała w ten sposób pozbyć się świadków swoich zbrodni :( Faktycznie przy tych wszystkich katastrofach morskich (Bałtyk) tragedia Tytanica wydaje się być "mała" . Dla wszystkich ofiar [*]

#3 ~czarodziejka~

~czarodziejka~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 09:40:45

W mojej wypowiedzi chodzi o statek SS Cap Arcona . Statki ww. zostały storpedowane przez sowietów

Użytkownik czarodziejka edytował ten post 03 luty 2010 - 09:41:16


#4 ~tompo79~

~tompo79~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 09:51:09

Tragedia tych trzech statków (Wilhelm Gustloff, Steuben, Goya) to największe morskie cmentarzyska wojenne na świecie - zginęło łącznie około 20.000 ludzi (starcy, dzieci, ranni i kobiety). Te trzy, największe katastrofy morskie do dziś budzą wielkie emocje wśród historyków. Titanic przy ich to pikuś. Może kiedyś powstanie film o tych wydarzeniach.
Jak kogoś interesuje dokładna historia Steubena, który spoczął niedaleko Ustki to zapraszam - http://www.powiatslu...nfo/steuben.htm


"Titanic" zatonął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Był czas pokoju, a tu nagle 1,5 tyś ofiar. Jeśli tak Was rozczula los morderców i tych, którzy popierali zbrodnie hitlerowskie, to nie rozumiem dlaczego płaczecie nad ofiarami Haiti. Przecież to tylko jakieś 200 tyś. luda. A ilu Polaków, Rosjan, Żtdów, Cuganów i innych narodowości było tępionych przez "ofiary Gustloffa, Goi, czy Staubena"?

#5 ~czarodziejka~

~czarodziejka~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 09:57:08

"Titanic" zatonął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Był czas pokoju, a tu nagle 1,5 tyś ofiar. Jeśli tak Was rozczula los morderców i tych, którzy popierali zbrodnie hitlerowskie, to nie rozumiem dlaczego płaczecie nad ofiarami Haiti. Przecież to tylko jakieś 200 tyś. luda. A ilu Polaków, Rosjan, Żtdów, Cuganów i innych narodowości było tępionych przez "ofiary Gustloffa, Goi, czy Staubena"?

To straszne tragedie i dlatego " rozczulają " . Zgineły tysiące kobiet i dzieci ! Poczytaj troszkę i wtedy osądzaj ! Tytanic nie zatonął w wyniku nieszczęśliwego wypadku tylko nadmiernych ambicji i głupoty ludzkiej !

#6 ~sprawiedliwosc~

~sprawiedliwosc~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 10:53:04

taka cena płacili Niemcy za swoje czyny w ZSRR nie jest mi ich szkoda wiekszość popierała nazistów.

#7 ~www.powiatslupsk.info~

~www.powiatslupsk.info~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 12:12:47

"Titanic" zatonął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Był czas pokoju, a tu nagle 1,5 tyś ofiar. Jeśli tak Was rozczula los morderców i tych, którzy popierali zbrodnie hitlerowskie, to nie rozumiem dlaczego płaczecie nad ofiarami Haiti. Przecież to tylko jakieś 200 tyś. luda. A ilu Polaków, Rosjan, Żtdów, Cuganów i innych narodowości było tępionych przez "ofiary Gustloffa, Goi, czy Staubena"?


Piszesz niedorzeczne pierdoły i niczego o tych tragediach nie wiesz. Masz dziwny tok rozumowania z czego wynika że jeśli ty zamordujesz człowieka to Twoja rodzina to też mordercy. Jeśli będzie wojna i wyślą Ciebie na wojnę to będziesz się starał przeżyć i musiał wykonywać rozkazy, a więc i zabijać. Czy wtedy Twoja rodzina też będzie do zgładzenia? Wojna to wojna, wojsko to wojsko. Nikt do Rosjan nie ma pretensji za to że zatopili te statki. Niemcy sami sobie byli winni tej tragedii, ale to nie oznacza że mamy tych poległych ludzi mieć za nic. A co powiesz na to, że setki małych dzieci straciło tam życie?

#8 ~gość~

~gość~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 13:03:33

cyt. ,,Na zachód zabierały rannych i tłumy cywili, którzy nie chcieli być wyzwoleni przez armię radziecką, głównie kobiety i dzieci."
No bo kto po takiej propagandzie Gebelsowskiej chciałby być wyzwolonym przez armię czerwoną. To przede wszystkim propaganda jest winna temu że na tych statkach znajdowało się tylu cywilów. To propaganda Gebelsa ostrzegała niemców (cywilów), przed czerwoną dziczą nadciągającą ze wschodu, porównując ich do tatarskich ord, mordujących gwałcących wszystko co się rusza. Armię czerwoną porównywano do kanibali żywiących się ludzkim mięsem.
Myślę jednak że większe szanse przeżycia mieli by gdyby poczekali na wyzwolenie przez armię czerwoną. Co najwyżej Erika Sztainbach miałaby więcej członków.
A tak to przez takie akcje dajemy pożywkę Erice.

#9 ~0~

~0~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 13:43:20

przed czerwoną dziczą nadciągającą ze wschodu, porównując ich do tatarskich ord, mordujących gwałcących wszystko co się rusza






Zyja jeszcze swiadkowie ktorzy to potwierdza. Tak niestety bylo. Nazywala sie ARMIA CZERWONA nasi "wyzwoliciele"
Czy ktos by sie osmielil zrobic porownanie ilu polakow zabili niemcy ,a ilu rosjanie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

#10 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 14:56:08

Piszesz niedorzeczne pierdoły i niczego o tych tragediach nie wiesz. Masz dziwny tok rozumowania z czego wynika że jeśli ty zamordujesz człowieka to Twoja rodzina to też mordercy. Jeśli będzie wojna i wyślą Ciebie na wojnę to będziesz się starał przeżyć i musiał wykonywać rozkazy, a więc i zabijać. Czy wtedy Twoja rodzina też będzie do zgładzenia? Wojna to wojna, wojsko to wojsko. Nikt do Rosjan nie ma pretensji za to że zatopili te statki. Niemcy sami sobie byli winni tej tragedii, ale to nie oznacza że mamy tych poległych ludzi mieć za nic. A co powiesz na to, że setki małych dzieci straciło tam życie?



Zgadzam sie z Toba wojna to wojna wojsko to wojsko kazdy słuzy " Ku Chwale swojej Ojczyzny " Rozkaz to rozkaz który trzeba wykonac propaganda hitlerowska miała duza siłe przebicia , a Hitler ambicje zawładniecia całym swiatem ...Ludzie byli jednak ludzmi . Nie bronie niemców bo niecierpie ich ale chodzi o tragedie Czy i my po 65 latach musimy byc jak bestie i uwazac ze to był rewanz " Pieknym za nadobne "

#11 ~Cortazar~

~Cortazar~
  • Goście

Napisano 03 luty 2010 - 21:14:33

Jako ludziom którzy zginęli w taki tragiczny sposób należy się szacunek!!!! Nie wiem czy dowódca radzieckiego okrętu otrzymał info z dowództwa marynarki radzieckiej, że hitlerowski okręt wiezie oprócz żołnierzy nieustaloną wielką ilość osób cywilnych. Może tak może nie! Myślę jednak, że otrzymał bo wywiad radziecki był sprawny ( wspaniałe rozeznanie Rosjan w chwili wkraczania na Dolny śląsk). Nasze wojska mimo powodów do straszliwej zemsty na obywatelach Niemiec nie stosowały tak drakońskich metod jak wojska radzieckie. Nie jesteśmy maszynami do zabijania bo inna jest nasza świadomość i kultura. Niemcy jako naród ma skłonności od tysiąca lat do bestialstwa wobec obywateli innych narodowości i wielokroć to potwierdzili. Teraz chca się wybielić bo już zbyt długo musieli czekać z pochyloną głową. Chca byc postrzegani jako ofiary tej wojny- jak bandyta postrzelony przy próbie napadu rabunkowego i morderstwa. O dokonaniach Niemców na naszym narodzie przez stulecia, musimy pamietać i nie wierzyć ,że z wilka wyrosła owieczka.Historia jeszcze nikogo nie nauczyła ,że co jakis czas się powtarza. Oglądałem pierwszą część tego filmu " Wilhem Gustloff" po raz pierwszy, zrobił na mnie wrażenie i osiągnął swój cel bo ogarnęło mnie normalne ludzkie współczucie ale gdy pomyslałem co ojcowie, bracia i synowie utopionych wyczyniali z naszymi rodakami w milionowych wielkościach, nie mówiąc o mordowanych Rosjanach i innych narodach, to nie jestem tego juz tak pewny.

#12 ~gość~

~gość~
  • Goście

Napisano 04 luty 2010 - 08:08:27

A ile niewinnych ludzi, dzisiaj cierpi, ile potrzebuje pomocy??? Dlatego uważam, że lepiej skierujcie swoje współczucie i ewentualną pomoc do żyjących - im to może przyniesie ulgę. A tym nieżyjącym - to już tylko może modlitwa pomoże, i niech to robi Erika i jej ziomkowie. A my się do tego nie mieszajmy puki takie osoby jak Erika żyją, bo wykorzystają to do swoich niecnych rozgrywek politycznych. U nas takie okazy jak Erika (Leper) sprowadzają Kaczory na swoje miejsce, a niemcy nie potrafią - czy niechcą?

#13 ~Honoratka~

~Honoratka~
  • Goście

Napisano 04 luty 2010 - 14:21:35

Jako komentarz do dyskusji zacytuje fragment piosenki z dziecinstwa :

""My muzykanci, konszabelanci.
My umiemy grac na skrzypcach, na flecie...!"

30 stycznia 1945 roku zostal zatopiony statek opatrzony znakiem czerwonego krzyza wywozacy ludnosc cywilna z terenu obietego bezposrednimi dzialaniami wojennymi w bezpieczne miejsce,Statek zostal zatopiony przez torpedy wystrzelone z radzieckiejl LODZI PODWODNEJ>Nieco pozniej zostaly zatopione kolejne dwa,Zginelo tysiace cywilnej ludnosci,To sa fakty.
W Gdansku Niemcy mieszkajacy w Polsce upamietniaja smierc ofiar tablicami pamiatkowymi..Ja mysle.ze troche sie spoznili.W Slupsku tablica upamietniajaca to tragiczne wydarzenie wisi juz od kilku lat.Badzmy z tego dumni.Zachowujmy sie jak cywilizowani ludzie .


Polska zostala w 1939 roku zaatakowana przezDwa totalitarne systemy:przez sowiecka Rosje pod wodza Stalina i faszystowskie Niemcy pod wodza Hitlera.Oba panstwa zawarly w tym celu wrgi pakt(Libentrop Molotow).POLSKA prowadzila cywilizowana wojne obronna .W cywilizowanej wojnie Nie ostrzeliwuje sie obiektow oznaczonycch biala flaga z czerwonym krzyzem.Nie bombarduje sie szpitali ,oszczedza sie ludnosc cywilna,nie zabija sie jencow,itdW przeciwnym razie jest to barbarzynstwo!TO sie wydarzylo tu gdzie w wyniku zakonczenia ii wojny swiatowej przyszlo nam zyz.Pamietajmy o Oswiecimiu ,pamietajmy o Katyniu i o wszystkich ofiarach tej okrutnej wojny aby nigdy podobne barbarzynstwo nie wtargnelo do naszego domu.Pamietajmy rowniez o tym ,ze nasi najezdzcy w pelni nam nie zadoscuczynili za cale zlo jakie nam uczynili.Skutki tych dzialan odczuwamy do dzis!!!

W polityce graja rozni "muzycy".Wielu jest niestety na poziomie "poczatkujacym" dlatego czasami slyszymy falszywa nute a ich muzyka przypomina "kocia muzyke" za przeproszeniem kotow.

#14 ~antiNazi~

~antiNazi~
  • Goście

Napisano 05 luty 2010 - 17:11:23

Przemysław Federowi
Ostatni rejs Wilhelma Gustloffa

W dzienniku okrętowym radzieckiego okrętu podwodnego S-13 zapisano: "30 stycznia 21.10, 55°2'2" szer. geogr. 18°11'5" dł. geogr. wykryto cel". Dwie godziny później wystrzelone z niego torpedy trafiają w duży niezidentyfikowany z nazwy statek. Z pokładu tonącej jednostki idzie w eter wiadomość "Wilhem Gustloff tonie. Koordynaty - 55°07N, 17°42'W. Potrzebna pomoc". Tak rozpoczyna się koniec historii statku legendy "Wilhelm Gustloff", legendy która jest żywa do dziś.





21 stycznia 1945 r. Karl Dönitz wydał rozkaz rozpoczęcia operacji "Hannibal" - ewakuacji personelu szkolnych flotylli okrętów podwodnych z Gdyni i Piławy. Zadanie to miało wykonać kilka statków, wśród których największymi były "Wilhelm Gustloff" (25 484 BRT), "Hansa" (23 130 BRT), "Hamburg" (22 117 BRT) oraz "Deutschland" (21 046 BRT). Statki te miały ewakuować od końca stycznia 1945 r. do początku lutego cały personel 2 Szkolnego Dywizjonu Okrętów Podwodnych (2. Unterseeboots-Lehr-Division) oraz jego wyposażenie. Powodem tej ewakuacji były szybkie postępy armii radzieckiej kierującej się w stronę Gdyni i Gdańska. Tego samego dnia rozkaz dotarł do dowództwa 2.ULD. "Gustloff" i "Hansa" otrzymały rozkaz opuszczenia portu w ciągu najbliższych 48 godzin.

Niepełnosprawny statek

Rozkaz wypłynięcia natychmiast przekazano cywilnemu dowódcy "Gustloffa" kapitanowi Friedrichowi Petersenowi oraz dowódcy personelu wojskowego na statku kmdr ppor. Wilhelmowi Zahnowi. Petersen był oficerem marynarki handlowej, w której służył od początku wojny. Miał wówczas 67 lat. Komandor Zahn był znanym oficerem okrętów podwodnych. Podczas wojny pływał m.in. na okręcie podwodnym "U 56". Pod koniec 1940 r. statek pasażerski "Wilhelm Gustloff" przypłynął go Gdyni. Odtąd miał cumować na Oksywiu i pełnić rolę bazy koszarowej dla kadetów 2 Dywizjonu Okrętów Podwodnych. Jego kotły zostały wygaszone, a maszyny wyłączone. Prąd pobierano z lądu. Paliwo i smary wypompowano. Doświadczona etatowa załoga dostała przydziały na inne statki lub stanowiska na lądzie. Ich miejsce zajęli Włosi, Chorwaci i Litwini wierni III Rzeszy. Zajmowali oni pomocnicze stanowiska w kuchni, mesach, w warsztacie itd. Podczas pokoju statek posiadał 417 osób załogi, natomiast w dniu 21 stycznia 1945 r. jej stan wynosił lekko ponad 100 osób. Na statku nie było fachowców od maszyn napędowych i łączności. Na czas rejsu pośpiesznie rozpoczęto poszukiwanie niezbędnego minimum liczącego ponad 200 osób załogi, w tym najważniejszego personelu maszynowni. Do dnia wypłynięcia w morze udało się obsadzić tylko 173 stanowiska. Powodem takiego stanu były braki wyszkolonego personelu marynarki w bazie Kriegsmarine w Gdyni. Personel i marynarze z 2.ULD zajęli stanowiska łączności, w maszynowni oraz w obsłudze dział przeciwlotniczych. I tak dla przykładu ważne stanowiska objęło dwóch bosmanów w podeszłym wieku oraz kilku młodszych oficerów bez większego doświadczenia.






Czteroletni postój "Gustloffa" w porcie odbił się bardzo na jego stanie technicznym. Jego mechanizmy napędowe były niezdolne do pracy, podobnie jak kotły. W zbiornikach nie było ani kropli paliwa oraz smarów napędowych. Technicy stoczniowi i personel Kriegsmarine dostali rozkaz natychmiastowego doprowadzenia statku do stanu "samodzielnej pływalności". Nasmarowano mechanizmy maszyn napędowych oraz wstępnie rozpalono kotły. W trakcie tych prac pojawił się bardzo istotny problem. Podczas rozruchu maszyn napędowych okazało się, że uszkodzony jest jeden z wałów napędzających śruby (inne źródła nie podają nic o tym uszkodzeniu). Awaria ta rzekomo miała ograniczyć prędkość "Gustloffa" z około 15 w do 12 w. Uszkodzenie to powstało w wyniku bliskiego upadku bomby podczas jednego z nalotów na Gdynię. Wówczas to zanotowano kilka uszkodzeń kadłuba, które jednak naprawiono. Kolejnym problemem technicznym okazała się szczelność zbiorników paliwowych oraz ich instalacji. Niektóre z nich nie nadawały się do użycia. Kolejnym problemem organizacyjnym było mała ilość łodzi ratunkowych znajdujących się na pokładzie. Brakowało wiele z nich, np. z 22 dużych łodzi ratunkowych znajdowało się ich tylko 12. Zostały one wcześniej wyokrętowane na potrzeby 2.ULD i bazy w Gdyni. Prowizorycznie dostosowano na potrzeby rejsu 18 szalup wiosłowych z ULD mogących pomieścić po 30 osób każda. Z magazynów Kriegsmarine pobrano także 380 standardowych tratew ratunkowych mieszczących po 10 osób każda. Jak się okazało później podczas akcji ratunkowej nie wszystkie były sprawne.

Zaokrętowanie pasażerów

W pierwszej kolejności zaokrętowano na pokład 918 marynarzy ze Dywizjonu Okrętów Podwodnych, 373 kobiety służące w oddziałach pomocniczych Kriegsmarine (Marinehelferinn) oraz inny personel obsługi bazy. 25 stycznia dowódca okrętu kapitan Petersen nakazał rozpoczęcie przyjmowania pozostałych pasażerów. W pierwszej kolejności na pokład przeniesiono rannych żołnierzy Wehrmachtu. W dalszej kolejności przyjęto rodziny personelu Kriegsmarine, funkcjonariuszy partyjnych, urzędników wraz z rodzinami. Na pokładzie znalazła się m.in. rodzina burmistrza Gdyni. Równocześnie na pokład transportowano niezbędny prowiant, ciepłe koce oraz pościel. Mimo zaokrętowania kilku tysięcy osób, ich liczba na nabrzeżu nie malała. Wobec wielokrotnych siłowych prób dostania się na pokład, kapitan Petersen nakazał odpłynąć od nabrzeża na kilkanaście metrów i tam rzucić kotwice. Dalszy załadunek przebiegał tylko łodziami okrętowymi. Po czterech dniach załadunku pasażerów, 29 stycznia dowódca ULD wydał rozkaz wypłynięcia w morze rankiem następnego dnia. 30 stycznia 1945 r. 4 holowniki rozpoczęły wyprowadzanie "Wilhelma Gustloffa" z portu. Podczas tej operacji z wody podjęto jeszcze kilkaset ludzi płynących na wszelkiego rodzaju kutrach, łodziach lub szalupach. Według różnych źródeł podjęto z wody do 2000 zdesperowanych ludzi w tym 600 uchodźców z parowca "Reval". Szacuje się, że na pokładzie znalazło się od 6000 do nawet 10000 ludzi.

Skład konwoju

W pierwszym konwoju miały znaleźć się dwa transportowce "Wilhelm Gustloff" i "Hansa". Na pokładzie tego drugiego znalazła się kadra oficerska 2 Dywizjonu oraz duża część mienia Dywizjonu. Pozostałe wolne miejsce zali ranni i uchodźcy. Eskortę konwoju miały zapewnić okręty 9 Dywizjonu Zabezpieczenia (9. Sicherungsdivision), jednakże w tych dniach ich liczba była ograniczona. Okręty te były zajęte trałowaniem szlaków, ochroną grup bojowych oraz eskortą dużej ilości konwojów. Dowódca 9 Dywizjonu kmdr ppor. Adalbert von Blanck mógł wystawić skuteczną eskortę dopiero na początku lutego 1945 roku. Na takie opóźnienie nie mógł się jednak zgodzić dowódca 2. ULD. Postanowił on zapewnić eskortę posiadanymi przez siebie okrętami. 2 Dywizjon posiadał we własnym składzie całą armadę okrętów pomocniczych takich jak poławiacze torped, okręty cele, okręty ratownicze oraz tendry. Najbardziej do eskorty nadawały się dwa poławiacze torped "Löwe" oraz "TF 19". "Löwe" był zdobycznym norweskim torpedowcem "Gyller" o wyporności 590 t. Mógł rozwijać prędkość do 30 w. Był on wyposażony w podstawowe urządzenie hydroakustyczne typu S-Gerät. Jednakże na kilka dni przed wypłynięciem jego S-Gerät uległ uszkodzeniu. Podczas wojny "Löwe" służył w 27 szkolnej flotylli okrętów podwodnych m.in. w roli poławiacza torped. Drugim eskortowcem miał być "TF 19" typowy poławiacz torped (Torpedofangboot). Była to dość nowa jednostka zbudowana już w trakcie wojny. Jednakże nie nadawał się on do rejsów po otwartym morzu w trudnych warunkach atmosferycznych, które panowały wówczas na środkowym Bałtyku. Rejs

O godz. 13.00 dnia 30 stycznia 1945 r. "Wilhelm Gustloff" opuścił port. Tymczasem drugi statek konwoju "Hansa" zasygnalizował uszkodzenie steru (śruby - inne źródła) podczas operacji wychodzenia z portu. Z uwagi na to uszkodzenie sztab ULD postanowił kontynuować operację "Hannibal" z udziałem samego "Gustloffa". Pogoda w nocy miała być sprzyjająca przeprowadzeniu skrytego przejścia do Świnoujścia. Miał wiać wiatr o sile 5 stopni, padać śnieg a widoczność w nocy miała wynosić od 1 do 3 mil, stan morza do 4 B, a temperatura miała dochodzić do minus 17°C. "Wilhelm Gustloff" ruszył w rejs na zachód. Po minięciu półwyspu helskiego dołączyły do niego dwa okręty eskorty. Niedługo później dowódca poławiacza torped "TF 19" zasygnalizował przeciek kadłuba i poprosiła o powrót do bazy. Od tej pory główną eskortę stanowił tylko torpedowiec "Löwe". Konwój rozpoczął mozolny marsz na zachód z prędkością 12 w. Na jego czele podążał eskortowiec. Zespół nie zygzakował. Dlaczego nie podjęto tego środka zaradczego przed atakiem okrętów podwodnych? Powodów było kilka. Po pierwsze na statku znajdywało się dwóch dowódców tzn. dowódca okrętu kapitan Petersen (oficer cywilny) oraz dowódca personelu wojskowego kmdr ppor. Zahn. On też zalecił kapitanowi Petersenowi rejs kursem zygzakującym. Jednakże ocena Petersena był całkowicie odmienna od oceny doświadczonego podwodniaka jakim był Zahn. Petersen uważał, że płynąc blisko brzegu, z maksymalną prędkością i w pełnym zaciemnieniu, przy dość złych warunkach atmosferycznych nie można się obawiać ataku radzieckich okrętów podwodnych.

Wykrycie i atak

Tymczasem na północ od latarni Rozewie znajdował się radziecki okręt podwodny " S 13" dowodzony przez kmdr ppor. Aleksandra Marinesko. O 19.10 wachta na mostku wykrywał niezidentyfikowaną jednostkę. Płynęła ona kursem 280 stopni. W pozycji półzanurzonej okręt podwodny skierował się kursem 105 stopni w kierunku celu. Cel zlokalizowały także urządzenia hydrolokacyjne. Początkowo jeden szum małej jednostki, później drugi szum dużego statku. O 19.32 "S 13" rozpoczął zbliżanie się do celu kursem 340 stopni a od 19.55 kursem 280 stopni. Przez kolejne dwie godziny okręt podwodny ścigał konwój płynąc równolegle do niego, pomiędzy nim a wybrzeżem. O godz. 21.02 "S 13" był na wysokości "Wilhelma Gustloffa". Wówczas skierował się na kurs 15 stopni i przygotował się do ataku torpedowego. O 21.08 komandor Marinesko wydał rozkaz odpalenia 4 torped. Jedna z nich okazała się niewypałem i pozostała w wyrzutni. Jednak trzy z nich pomknęły w kierunku niezidentyfikowanego z nazwy statku. Po 37 sekundach pierwsza z torped trafiła w lewą burtę "Wilhelma Gustloffa". Sekundy później trafiły kolejne dwie. Pierwsza z torped eksplodowała około 12 m od dziobu. Druga trafiła kilkanaście metrów dalej i trzecia wybuchła na wysokości maszynowni. W poszyciu lewej burty "Gustloffa" pojawiły się trzy duże wyrwy, przez które do wnętrza zaczęła się wlewać woda. Statek otrzymał natychmiast przechył 5 stopni na lewą burtę. Większość znajdujących się w rejonach trafień torped ludzi zginęła na miejscu. Reszta pasażerów w panice rozpoczęła ewakuację. Z radiostacji okrętowej nadano sygnał o pozycji statku. Sygnał ten nadany z przenośnej radiostacji został przechwycony na "Löwe", który retransmitował go na kilkunastu częstotliwościach. Po 40 minutach od ataku "Gustloff" posiadał przechył 40 stopni na lewą burtę. Ewakuacja była już niemożliwa. 30 minut później "Wilhelm Gustloff" zanurzył się całkowicie w wodzie.
Przed samym zanurzeniem statkiem wstrząsnęła eksplozja. Prawdopodobnie wybuchły gorące kotły. Ostatni na pokładzie pozostał kmdr ppor. Zahn, który na mostku niszczył kody i książki okrętowe. Kapitan Petersen już od kilkunastu minut siedział w łodzi ratunkowej. Według kilku relacji zabronił on nawet zabierać z wody rozbitków argumentują to faktem wywrócenia się łodzi.

Pierwszy pomocny rozbitkom udzielił torpedowiec "Löwe", który podniósł od 252 do 472 ludzi (wg. różnych źródeł). Kolejnymi jednostkami, które przybyły w rejon katastrofy był krążownik ciężki "Admiral Hipper" wraz z torpedowcem "T 36". Co ciekawe okręty te nie udzieliły znacznej pomocy rozbitkom. Było to spowodowane obawą o własne bezpieczeństwo po wykryciu przez torpedowiec echa okręty podwodnego. Torpedowiec wyłowił tylko 564 osoby z kilku tysięcy pływających w lodowatej wodzie i na tratwach. Kolejnymi jednostkami, które przybyły na miejsce katastrofy były transportowiec "Gotenland" oraz stacja torpedowa "TS 2" (eks "M 387"). Uratowały one 106 rozbitków. Godzinę później przybyły trałowiec "M 375" oraz transportowiec "Göttingen". Kolejnymi były "TS 2", "TF 19" oraz "Vp 1703". Szacuje się, że okręty w sumie wyłowiły 1252 rozbitków w tuy komandora Zahna.. Prawdopodobnie na "Gustloffie" zginęło około 7000 ludzi.




Wrak spoczął na pozycji 55°07'27,7"N i 17°42'14,6"E na głębokości 45 m. W dniu 1 grudnia 2004 r. wokół wraku ustanowiono strefę bezpieczeństwa mającą za zadanie ochronę tego bezcennego zabytku. W strefie istnieje całkowity zakaz prowadzenie wszelkiej działalności podwodnej.

Steuben

Mimo zatopienia "Wilhelma Gustloffa" ewakuacja z Gdyni i Piławy nie została wstrzymana. 9 lutego 1945 r. port w Piławie opuścił transportowiec wojska "Steuben". Był on pięknym dwukominowym "pasażerem" zbudowanym w 1923 r. przez szczecińską stocznię Vulcan. Macierzystym armatorem były linie oceaniczne Norddeutscher Lloyd (NDL) z Bremen. Statek posiadał długość 168 m, szerokość 19,8 m oraz zanurzenie 8,5 m. Jego tonaż wynosił 14660 BRT. Dzięki 2 czterocylindrowym maszynom potrójnego rozprężania (11000 KM) mógł rozwinąć prędkość maksymalną do 16 w. Na pokładzie znajdowały się eleganckie kajuty, sala balowa, bar oraz palarnia papierosów. Eskortę transportowca pełnił stary torpedowiec "T 196" oraz poławiacz torped "TF 10". Oba okręty niezbyt nadawały się do zadań eskortowych i przez wojnę pełniły zadania pomocnicze. Wieczorem 9 lutego konwój ruszył z prędkością 12 w, zygzakując, w kierunku otwartego morza, portem docelowym miało być Świnoujście.

Tymczasem na północny zachód od Rozewia patrol pełnił radziecki okręt podwodny "S 13" dowodzony przez kapitana 3 rangi Aleksandra Iwanowicza Marinesko. Okręt ten przed kilkoma dniami zatopił statek "Wilhelm Gustloff" i nie atakowany przez niemieckie okręty spokojnie wyczekiwał na kolejną ofiarę. Około godz. 20.15 wachta obserwacyjna znajdująca się na kiosku "S 13" zaobserwowała łunę na horyzoncie. Była ona wywołana prawdopodobnie przez płynący statek. Później także sonar wykrył szum śrub napędowych statku lub okrętu. Okręt "S 13" w zanurzeniu skierował się natychmiast kursem na zbliżenie. Około północy "S 13" wynurzył się i zaobserwował 3 statki. Wstępna identyfikacja wykazała, że największą jednostką konwoju był lekki krążownik "Emden" w towarzystwie niszczycieli. Kapitan Marinesku wydał rozkaz zanurzenia i zajęcia dogodnej pozycji do strzału. O 00.50 okręt zajął odpowiednią pozycję do przeprowadzenia skutecznego ataku. O godz. 00.52 odpalono dwie torpedy. Obie były celne. Pierwsza trafiła w dziób na wysokości mostka, druga w śródokręcie w rejonie pomieszczeń kotłów. "Steuben" natychmiast zaczął płonąć i powoli pogrążać się w otchłani zimnego morza. Dwie minuty po trafieniu torped "Steubenem" wstrząsnęły kolejne eksplozje. Prawdopodobnie wybuchły gorące kotły. Kilkanaście minut później "Steuben" pogrążył się całkowicie pod wodą, a wraz z nim na dno poszło 3608 jego pasażerów. Okręty eskorty uratowały tylko 659 ludzi.

Zatopienie transportowca "Goya"

Późnym wieczorem 16 kwietnia 1945 r. radziecki okręt podwodny "L-3" znalazł się na pozycji bojowej na północ od Rozewia. Tutaj miał przeprowadzić patrol atakując napotkane statki handlowe. Noc była spokojna, wiał lekki wiatr, widoczność wynosiła od 1 do 2 Mm. Nagle ciszę na mostku przerwał hydroakustyk meldując wykrycie, na skraju zasięgu urządzenia, szum pracujących śrub okrętowych. Siedem lub osiem jednostek w tym jedna duża, zameldował. Dowódca kmdr ppor. Wladimir Konowałow wydał rozkaz - płyniemy na zbliżenie. Tak zaczynał się epizod, w którym przewijały się wątki bohaterstwa, rozpaczy oraz bezsilności ludzkiej wobec natury i systemu totalitarnego. 16 kwietnia był kolejnym dniem wojny, wojny która zbliżała się już ku końcowi.




Od samego ranka na redzie Helu gromadziły się statki i okręty mające uczestniczyć w konwoju ewakuacyjnym na zachód. Kotwice rzuciły transportowiec "Goya" (5230 BRT), statek "Mercator" (4661 BRT), stary parowiec "Kronenfels" (2834 BRT) oraz mały tankowiec wody "Ägier" (676 BRT). Z portu wojennego i rybackiego kursowały w ich kierunku kutry, promy, łodzie, barki oraz statki żeglugi przybrzeżnej przewożące na pokłady transportowców tysiące uchodźców, rannych a także wojskowych. Ten dzień jak poprzednie przyniósł trzy ataki lotnictwa radzieckiego w wyniku, których lekko został uszkodzony transportowiec "Goya". Eskortę konwoju miały zapewnić dwa trałowce "M 256" (typ 1939Mob) z 8 flotylli oraz "M 328" (typ 1940) z 25 flotylli. Organizacyjnie wchodziły w skład 9 Dywizji Zabezpieczenia. Można w tym miejscu zadać sobie pytanie, dlaczego tylko dwa? Okręty te należały do nowoczesnych jednostek wcielonych do służby kolejno w 1942 i 1944 roku. Na ich wyposażeniu znajdował się dość duży zestaw środków wykrywania okrętów podwodnych. Podstawowym środkiem hydroakustycznym był tzw. S-Gerät składający się z dużej ilości odbiorników umieszczonych poniżej linii wodnej. Potrafił on zlokalizować szumy pochodzące m.in. ze śrub okrętowych. Kolejnym aparatem był pasywny wykrywacz dźwięków KDB (Kristalldrehbasisgerät) umieszczony w stępce. Jeszcze innym był NHG (Nautische Horchgerät) składający się z mikrofonów umieszczonych na obu burtach poniżej linii wodnej. Ich zadaniem było wykrywanie szumu układu napędowego śrub wystrzelonych torped, co pozwalało na wykonanie manewru unikowego. Jako broń przeciwko okrętom podwodnym trałowce posiadały po około 10 bomb głębinowych gotowych do natychmiastowego odpalenia z miotaczy burtowych.
System biernej ochrony otrzymał także transportowiec "Goya", na którym umieszczono instalację hydrolokacyjną (NHG ?). Jednakże została ona uszkodzona podczas nalotu kilka godzin przed wypłynięciem w morze. Powróćmy jednak do sytuacji w porcie. Kilkugodzinny załadunek ludzi na transportowce został zakończony po godzinie 18.00. Na pokładzie "Goyi" znalazło się według różnych szacunków około 7000 ludzi. Zostali oni rozlokowani we wszystkich możliwych pomieszczeniach, ładowniach, korytarzach i na pokładzie głównym. Na "Mercatorze" znalazło się około 5000, na "Kronenfels" 2500 ludzi. Także na tankowiec "Ägier" i na dwa trałowce eskorty zaokrętowano uchodźców i wojsko. Około 19.00 konwój uformował szyk i skierował się na pełne morze. Prędkość zespołu wynosiła 11-12 węzłów tzn. osiągała maksymalną prędkość najwolniejszej jednostki konwoju parowca "Kronenfels". Należy tutaj zauważyć że sam transportowiec "Goya" mógł rozwijać aż 18 węzłów ci przewyższało prędkości nawodne radzieckich okrętów podwodnych. Dowództwo Kriegsmarine rozważało użycie samego szybkiego transportowca w eskorcie trałowców, lecz chęć ewakuacji jak największej liczby ludzi przesądziła o włączeniu w skład konwoju powolniejszych statków.
Docelowym portem miało być Świnoujście. Pogoda był dość dobra, bardzo dogodna do ataku okrętu podwodnego. Po opuszczeniu Zatoki Gdańskiej konwój skierował się szlakiem żeglugowym na północny zachód. Na wysokości Rozewia miała nastąpić zmiana kursu na zachodni.

Radziecki okręt podwodny dowodzony był przez kmdr ppor. Konowałowa, asa floty podwodnej. Był to jego 8 rejs bojowy na "L 3". Po wykryciu szumu śrub dowódca ogłosił alarm bojowy i nakazał wykreślenie kursu na zbliżenie. Okręt skierował się z prędkością 8 węzłów na południowy wschód. Po przepłynięciu kilku mil morskich, okręt ustawił się na pozycji umożliwiającej ucieczką po ataku na otwarte morze. "L 3" rozpoczął oczekiwanie na zbliżający się konwój. Na cel wzięto największą jednostkę konwoju transportowiec "Goya". Około 23.52 oficer torpedowy odpalił 4 torpedy. Dwie były celne. Statek zaczął płonąć. Pierwsza torpeda trafiła w dziób, druga w śródokręcie i zniszczyła maszynownię. Statek tonął a wraz z nim kilka tysięcy uwięzionych pod pokładem ludzi nie mających szans na wydostanie się ze śmiertelnej pułapki. Kilka minut później o 24.00 "Goya" pogrążyła się w wodzie. Według niektórych źródeł zginęło wówczas 6666 ludzi. Uratowano zaledwie 334 osoby.
Tymczasem "L 3" rozpoczął oddalanie się na pełne morze. Pomimo ataków trałowców bombami głębinowymi osiągnął bezpieczny akwen. Wkrótce także zaczął kontynuować patrol bojowy m.in. bezskutecznie atakował konwój na Zatoce Gdańskiej 21 kwietnia 1945 roku.

Wrak transportowca "Goya" spoczął na głębokości 73 metrów na północ od Rozewia. Jego żywot trwał zaledwie trzy lata. Został on zbudowany w 1942 r. w stoczni w Oslo. Pierwotnie był przeznaczony dla armatora Hamburg-Amerika-Linie z Hamburga, lecz został wkrótce przejęty przez Kriegsmarine. Do 1944 r. stacjonował w Kłajpedzie w strukturach 25 flotylli okrętów podwodnych. Służył tam zarówno jako okręt cel jak i jednostka zaopatrzeniowa. Po rozpoczęciu ewakuacji z Kłajpedy do jego zatopienia był używany jako transportowiec wojska. Jego wrak stał się smutnym pomnikiem ofiar ostatniej wojny światowej.






Przemysław Federowicz jest również autorem książek: Niemieckie pancerniki typu "Scharnhorst", U-booty typu VII - Geneza, opis konstrukcji, budowa oraz licznych publikacji z zakresu historii marynarki wojennej. Zapraszamy na stronę internetową autora: www.pefu.prv.pl




Źródło: Militaria.pl

#15 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 06 luty 2010 - 13:22:21

Jako komentarz do dyskusji zacytuje fragment piosenki z dziecinstwa :

""My muzykanci, konszabelanci.
My umiemy grac na skrzypcach, na flecie...!"

30 stycznia 1945 roku zostal zatopiony statek opatrzony znakiem czerwonego krzyza wywozacy ludnosc cywilna z terenu obietego bezposrednimi dzialaniami wojennymi w bezpieczne miejsce,Statek zostal zatopiony przez torpedy wystrzelone z radzieckiejl LODZI PODWODNEJ>Nieco pozniej zostaly zatopione kolejne dwa,Zginelo tysiace cywilnej ludnosci,To sa fakty.
W Gdansku Niemcy mieszkajacy w Polsce upamietniaja smierc ofiar tablicami pamiatkowymi..Ja mysle.ze troche sie spoznili.W Slupsku tablica upamietniajaca to tragiczne wydarzenie wisi juz od kilku lat.Badzmy z tego dumni.Zachowujmy sie jak cywilizowani ludzie .


Polska zostala w 1939 roku zaatakowana przezDwa totalitarne systemy:przez sowiecka Rosje pod wodza Stalina i faszystowskie Niemcy pod wodza Hitlera.Oba panstwa zawarly w tym celu wrgi pakt(Libentrop Molotow).POLSKA prowadzila cywilizowana wojne obronna .W cywilizowanej wojnie Nie ostrzeliwuje sie obiektow oznaczonycch biala flaga z czerwonym krzyzem.Nie bombarduje sie szpitali ,oszczedza sie ludnosc cywilna,nie zabija sie jencow,itdW przeciwnym razie jest to barbarzynstwo!TO sie wydarzylo tu gdzie w wyniku zakonczenia ii wojny swiatowej przyszlo nam zyz.Pamietajmy o Oswiecimiu ,pamietajmy o Katyniu i o wszystkich ofiarach tej okrutnej wojny aby nigdy podobne barbarzynstwo nie wtargnelo do naszego domu.Pamietajmy rowniez o tym ,ze nasi najezdzcy w pelni nam nie zadoscuczynili za cale zlo jakie nam uczynili.Skutki tych dzialan odczuwamy do dzis!!!

W polityce graja rozni "muzycy".Wielu jest niestety na poziomie "poczatkujacym" dlatego czasami slyszymy falszywa nute a ich muzyka przypomina "kocia muzyke" za przeproszeniem kotow.


Z tego co się orientuję, to Gustloff nie miał znaku Czerwonego Krzyża.

#16 ~zorro~

~zorro~
  • Goście

Napisano 12 luty 2010 - 21:30:13

Tylko patrzeć jak do nas zawitają http://wiadomosci.on...inaja,item.html

#17 ~gendaj~

~gendaj~
  • Goście

Napisano 30 styczeń 2012 - 13:41:11

Zastanawia mnie to dlaczego tych statków nie ochraniały Uboty dlaczego dopuścili do wpłynięcia czerwono armiejców na Bałtyk ta czerwona chołota nie powinna śię tam znaleśc żeby storpedować statki z cywilami a dzisiaj Pani Angela Merkel kuma śie z Putinem chistoria niczego jej nie nauczyła.

#18 ~gendaj~

~gendaj~
  • Goście

Napisano 30 styczeń 2012 - 13:47:00

Zastanawia mnie to dlaczego tych statków nie ochraniały Uboty dlaczego dopuścili do wpłynięcia czerwono armiejców na Bałtyk ta czerwona chołota nie powinna śię tam znaleśc żeby storpedować statki z cywilami a dzisiaj Pani Angela Merkel kuma śie z Putinem historia niczego jej nie nauczyła.

#19 ~ziggy~

~ziggy~
  • Goście

Napisano 30 styczeń 2012 - 16:37:05

Zastanawia mnie to dlaczego tych statków nie ochraniały Uboty dlaczego dopuścili do wpłynięcia czerwono armiejców na Bałtyk ta czerwona chołota nie powinna śię tam znaleśc żeby storpedować statki z cywilami a dzisiaj Pani Angela Merkel kuma śie z Putinem chistoria niczego jej nie nauczyła.

Nie ma co współczuć. Mniej niemców, to mniej maszych odwiecznych wrogów.

#20 ~piesnaidiotów~

~piesnaidiotów~
  • Goście

Napisano 30 styczeń 2012 - 17:23:38

Zastanawia mnie to dlaczego tych statków nie ochraniały Uboty dlaczego dopuścili do wpłynięcia czerwono armiejców na Bałtyk ta czerwona chołota nie powinna śię tam znaleśc żeby storpedować statki z cywilami a dzisiaj Pani Angela Merkel kuma śie z Putinem chistoria niczego jej nie nauczyła.


Taaa; masz rację!
Szkoda, że dzielni Niemcy nie zdążyli wykończyć całej "czerwonej hołoty". Wtedy historia potoczyłaby się zgoła odmiennie, a największym tego zyskiem byłby brak półgłówków w rodzaju 'gendaja' - gdyż przodków ich szlachetni SS-mani wypuściliby przez komin...

Boże piękny - skąd się biorą takie kreatury?



Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych