Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »

Czy to już koniec biurwokratyczno-socjalistycznej Uni Europejskiej?


  • Zamknięty Temat jest zamknięty
134 odpowiedzi w tym temacie

#1 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 09 grudzień 2011 - 21:50:45

Będzie to coś w rodzaju prasówki, zapraszam oczywiście do dyskusji

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Grecja na pewno opuści eurostrefę. Za pół roku upadną Włochy"
Dwa lata temu można było zbankrutować Grecję małymi kosztami i chronić resztę krajów przed zarażaniem się kryzysem. Dziś jest to już niemożliwe. Za pół roku, gdy Włosi będą upadać, to uderzenie przewróci większość banków w strefie euro - uważa Krzysztof Rybiński.»

http://forsal.pl/art...dna_wlochy.html

Użytkownik Smerf Maruda edytował ten post 11 grudzień 2011 - 21:17:31


#2 ~zorro~

~zorro~
  • Goście

Napisano 09 grudzień 2011 - 22:03:16

"Grecja na pewno opuści eurostrefę. Za pół roku upadną Włochy"
Dwa lata temu można było zbankrutować Grecję małymi kosztami i chronić resztę krajów przed zarażaniem się kryzysem. Dziś jest to już niemożliwe. Za pół roku, gdy Włosi będą upadać, to uderzenie przewróci większość banków w strefie euro - uważa Krzysztof Rybiński.»

http://forsal.pl/art...dna_wlochy.html




Smerfie, nikt nie zbankrutuje.

Kryzys jest TYLKO w naszych mediach.

#3 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 10 grudzień 2011 - 22:43:23

Robert Gwiazdowski - http://www.blog.gwiazdowski.pl/

"Generał Jaruzelski też zapewniał, że „socjalizm nie upadnie nigdy”. A upadł.

W Brukseli odbył się „szczyt” „przywódców” Unii Europejskiej. Już chyba siedemnasty raz w tym roku. Co prawda już bez Sylwia, ale chyba i tak było nieźle bo – jeśli wierzyć doniesieniom prasowym – zaczęli w czwartek od kolacji (roboczej oczywiście) a skończyli dopiero w piątek nad ranem.

Po najbardziej zadowolona była Angela Merkel. No i chyba Donald Tusk. Najmniej David Cameron.

Postanowili, że będą wzmacniać Unię i euro. Nie zmienią co prawda Traktatu, bo się na to nie zgodził Cameron,
...
Ma też być „zrzutka” w wysokości 200 mld euro na wzmocnienie strefy euro. My też się mamy zrzucić. Otóż dług „17” przekroczył już 7 bln euro!!! Przy rocznym PKB około 13 bln euro! 200 mld euro nie wystarczy nawet na roczne odsetki! Jakie musiałoby być tempo wzrostu gospodarczego, żeby spłacić te długi? Spoza strefy euro przystąpienie do umowy zadeklarowały: Polska, Łotwa, Litwa, Dania, Bułgaria i Rumunia. Węgry, Czechy i Szwecja chcą najpierw przeprowadzić konsultacje w swoich parlamentach. Premier Tusk uznał że w swoim parlamencie nie ma po co się konsultować."

http://robertgwiazdo...czyt-w-brukseli

Użytkownik Smerf Maruda edytował ten post 10 grudzień 2011 - 22:44:05


#4 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 11 grudzień 2011 - 10:54:57

Lord David Owen, były brytyjski Minister Spraw Zagranicznych stwierdził dziś, że woli Wielką Brytanię poza Unią, jeśli miałaby ona być federacją bo boi się utraty suwerenności na rzecz kilku urzędników lekceważących demorację.

Jako przykład dał: potraktowanie Francuzów przez Rząd Francuski, który nie przyjął do wiadomości odrzucenia przez własnych obywateli Traktatu Konstytucyjnego i przepchnął rzecz poprzez zmianę nazwy (Traktat Lizboński), fasady i rezygnację z referendum, niezapytanie własnych obywateli przez inne rządy, zmuszenie Irlandii do powtórzenia referendum po jego odrzuceniu,...

Jeśli Europa zaczyna w imię demokracji postępować arogancko i ją coraz częściej łamać, to z historii wiemy, że może się źle skończyć. Dlatego, w takich okolicznościach My Brytyjczycy nie możemy zrezygnować z własnej armii, własnej waluty i własnej polityki budżetowej - dodał Owen.

Ten wytrawny dyplomata przyznał w końcu, że większe szanse rozwoju dla Wielkiej Brytanii widzi obecnie nie tylko poza strefą Euro, ale w ogóle poza w ten sposób degenerującą się UE.

Rozsądne prawda? Tymczasem śladu tego rozumowania nie znajdziemy w polskich telewizorach. Poglądy jednego z najbardziej znanych polityków brytyjskich, para Anglii, Lorda i o zgrozo Socjaldemokraty, zbieżne z poglądami całej delegacji GB w Brukseli, w Polsce nazywane są histerią pisowską, szowinizmem, zaściankiem i marginalizowane oraz wyśmiewane w mediach...

<br><br> pytania dla kretynów - ale czy nie warto wyjść z Unii Europejskiej, wobec zagrożenia zmieniania się jej w EuroSojuz&nbsp; zarządzany przez chamów
mających w du*** demokrację i samostanowienie obywateli... Przeczytaj całość<br>http://lazacylazarz....-ue<br><br><br>

Użytkownik Smerf Maruda edytował ten post 11 grudzień 2011 - 11:41:34


#5 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 11 grudzień 2011 - 11:07:01

Michał Polak: Banki centralne państw strefy euro przygotowują się na ewentualność załamania się waluty europejskiej. Jeśli dojdzie do poważnych zawirowań na rynkach finansowych eurogrupy, rozważana będzie możliwość zrezygnowania ze wspólnej waluty i zastąpienia jej walutą narodową. Jak należy odbierać takie zachowanie? Cezary Mech: To działanie naturalne. Każde państwo już na tym etapie kryzysu powinno być przygotowane do takiej ewentualności. Banki centralne ubezpieczają się w ten sposób na wypadek, gdyby państw podjęło decyzję, polegającą na wprowadzeniu swojej waluty narodowej. Tego typu działania zabezpieczające nasze inwestycje w obligacje strefy euro powinny być podejmowane również przez Narodowy Bank Polski, a działania logistyczne przez inne ministerstwa pod kierunkiem Ministerstwo Finansów.

http://mech.nowyekran.pl/post/43740,czy-3-7-bil-euro-problem-moze-zniknac


#6 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 11 grudzień 2011 - 20:59:43

Dołączona grafika
Tłumy zjadaczy chleba z mrożonego ciasta nie mają pojęcia co się dzieje na globalnych rynkach finansowych.

Biorą kolejne kredyty chwilówki żeby kupić fajne prezenty na święta, szturmują sklepy z promocjami. Oglądają codziennie wypudrowanych polityków zawzięcie dyskutujących o tym czy zalegalizować marihuanę, albo przeżuwających kolejną setkę na gorący temat dnia.

Nie wiedzą, że:

  • duże korporacje i fundusze w Europie Zachodniej zakładają własne banki, bo boją się trzymać pieniądze w normalnych bankach
  • w Grecji trwa run na banki
  • następuje odpływ środków z systemu bankowego Włoch i Hiszpanii do Niemiec
  • wiele firm w Europie Zachodniej szykuje plany awaryjne na wypadek rozpadu strefy euro i załamania systemu bankowego
  • system bankowy w Europie przestaje sprawnie funkcjonować, bo wiele banków nie ma już aktywów które mogłyby przekazywać jako zabezpieczenie transakcji, tutaj jest wyjaśnione dlaczego. Banki w panice robią różne głupstwa, na przykład sprzedają ubezpieczenie (CDS) od bankructwa ich własnego kraju, czyli odtwarzają groźny model który z 2008 roku przewrócił AIG.
  • ...
  • Polska jest jednym z 10 najbardziej zadłużonych krajów świata, a w tym gronie jedynym krajem w którym aktywa zagraniczne są o połowę mniejsze niż ujemna pozycja inwestycyjna kraju netto. Czyli jeżeli wybuchnie kryzys zadłużenia krajów, Polska może ucierpieć bardziej niż przeciętny kraj UE
Przeczytaj całość

http://rybinski.nowy...dza-ku-krawedzi

Użytkownik Smerf Maruda edytował ten post 11 grudzień 2011 - 21:00:35


#7 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 11 grudzień 2011 - 21:16:15


Małopolska Debata Nowego Ekranu.
Drodzy blogerzy, komentatorzy i czytelnicy,

Ostatnie dni pokazały, jak istotna w chili obecnej jest potrzeba dyskusji na tematy ekonomiczne. Kryzys zadłużeniowy, spowolnienie gospodarcze oraz przyspieszająca inflacja skłaniają do poważnych dyskusji. Dyskusji o Polsce, o Unii Europejskiej i o tym wszystkim co nas dotyczy. Pośród blogerów Nowego Ekranu można wyróżnić dwa główne nurty spojrzenia na kwestie ekonomiczne. Nurt zwolenników społecznej gospodarki rynkowej oraz gospodarczych liberałów.

Pomimo licznych artykułów prezentowanych przez oba te nurty oraz licznych, polemicznych komentarzy wciąż nie doczekaliśmy się na Nowym Ekranie poważnej, merytorycznej dyskusji. Portal blogerski, jakim jest Nowy Ekran pomimo licznych jego zalet nie zastąpi nigdy debaty przeprowadzonej na żywo.

W związku z tym postanowiłem podjąć pewne kroki i zorganizować .....

Z poważaniem,

Andarian.

Przeczytaj całość

http://spodlasu.nowy...a-nowego-ekranu



#8 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 11 grudzień 2011 - 21:43:03

Unia bez euro to nie koniec świata
"Ten apokaliptyczny scenariusz, że jeśli nie ocalimy strefy euro, to Unia upadnie, jest nonsensem" - mówi Martin Callanan, lider brytyjskich konserwatystów w europarlamencie.

W Brukseli przeważa opinia, że mamy tylko dwie opcje – albo dojdzie do rozpadu Unii, albo wzmocnienia jej integracji.

Irytuje mnie takie stawianie sprawy. Ten apokaliptyczny scenariusz, że jeśli nie ocalimy strefy euro, to Unia upadnie, jest nonsensem. Pamiętam czasy, kiedy jeszcze nie było euro, i mogę panią zapewnić, że Unia całkiem dobrze sobie wtedy radziła. I tak samo poradzi sobie, jeśli euro upadnie. Wystarczy, by wolny rynek istniał i kraje współpracowały ze sobą. Zawsze jest jakiś wybór. Tylko trzeba samodzielnie myśleć.
...
Spodziewa się pan rozpadu strefy euro?

Niektóre kraje będą musiały ją opuścić i wrócić do swojej dawnej waluty. I nie ma w tym nic złego. Recepta na recesję to deregulacje, nowe miejsca pracy, zmniejszanie biurokratycznych przepisów i stymulowanie przez to wzrostu gospodarczego. Ten szczyt będzie straconą okazją. Zamiast zmieniać traktaty, powinniśmy proponować konkretne rozwiązania gospodarcze.

Przeczytaj całość
http://forsal.pl/art...iec_swiata.html

Użytkownik Smerf Maruda edytował ten post 11 grudzień 2011 - 21:43:31


#9 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 12 grudzień 2011 - 19:51:57

Marek Migalski - Doktor politologii, eurodeputowany, wiceprezes PJN
Warto w paru wojskowych słowach podsumować ostatni szczyt Unii. W wojskowych, żeby wszystko było jasne i jak najbardziej czytelne, bo mam wrażenie, że zarówno euroentuzjaści, jak i eurosceptycy świadomie uciekają w wykrzykniki, żeby „wyszło na ich”, a nie żeby rzetelnie podsumować to, co wydarzyło się w Brukseli 8 i 9 grudnia...

Po zwycięstwie PO w wyborach mieliśmy otrzymać 300 mld pln z Unii. Okazuje się, że najpierw będziemy musieli szybko zapłacić około 15 mld euro na ratowanie waluty, w której nie jesteśmy. Owe 300 mld należy się nam jak psu buda, więc deklaracja premiera Tuska, że ochoczo chce uczestniczyć w dofinansowaniu MFW kwotą równą około ¼ naszego budżetu na 2012 rok jest szokująca! Za te pieniądze mogłoby utrzymać się kilka ministerstw – to nie żarty! Nie wiem skąd Tusk chce wziąć te pieniądze (starczyłoby ich na zwalczenie deficytu budżetowego na rok2012 i 2013 razem wziętych!), ale jedno jest pewne – z naszych kieszeni. Po co? Żeby ratować strefę euro. Efekt takiej interwencji MFW je

Przeczytaj Lemingu całość
http://marekmigalski.nowyekran.pl/post/43852,szczyt-wszystkiego-czyli-bilans-rady-europejskiej-8-9-grudnia

#10 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 12 grudzień 2011 - 21:14:19


Przekażemy bankrutom 45 mld zł?
Kraje, które nie należą do strefy euro, mają zapewnić 50 mld euro na jej ratowanie. Nieoficjalnie mówi się, że nasz kraj miałby wyłożyć jedną piątą tej kwoty - twierdzi "Rzeczpospolita".

... Znana jest ogólna kwota – do 200 mld euro. Udział Polski może wynieść do 10 mld euro (45 mld zł). Taki jest blisko 5-proc. udział Narodowego Banku Polskiego w kapitale Europejskiego Banku Centralnego. To trzykrotnie więcej niż wynoszą wydatki z budżetu na naukę.

Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy Premierze, oceniał w piątek, że część polskiego udziału w pożyczce MFW udałoby się znaleźć w budżecie na 2012 r. Bowiem część gotówkowa, którą wpłaca się w krótkim terminie, nie jest duża. – Kwestia bezpośredniego obciążenia, to jest kilkaset milionów złotych – powiedział Bielecki.

http://newsne.nowyekran.pl/post/43892,przekazemy-bankrutom-45-mld-zl

#11 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 14 grudzień 2011 - 08:32:23

Robert Gwiazdowski - http://www.blog.gwiazdowski.pl/

Katastrofa finansowa, która się dzieje na naszych oczach ma kilka przyczyn. Podstawową jest uleganie błędnej teorii ekonomicznej, że wszystko można wyprodukować pod warunkiem, że ktoś to kupi, więc najważniejsze jest „sterowanie zagregowanym popytem” (choć nie wiadomo co to jest dokładnie „zagregowany popyt”) przy pomocy „instrumentów pieniężnych”. Doprowadziło to do dominacji sektora finansowego nad gospodarką realną, która w tym modelu jest zależna głównie od dopływu odpowiedniej ilości „środków finansowych”. Tymi środkami nie są wcale pieniądze wyemitowane przez rządy lub banki centralne, ale i tak zwane pieniądz bankowe („kredytowe”), emitowane przez banki komercyjne na podstawie zobowiązań zaciągniętych przez rządy.

Tak!!! Długi rządów są podstawą emitowania pieniędzy przez banki! I oczywiście to banki na tym najlepiej zarabiają. Raz pobierają odsetki od rządów od kupionych obligacji, drugi raz pobierają odsetki od kredytobiorców, którym udzieliły kredytów z pieniędzy wyemitowanych przez siebie, zabezpieczeniem których są obligacji kupione od rządów. W takim systemie proporcje zysków producentów dóbr i dostawców usług do zysków banków i różnych innych instytucji finansowych uległy całkowitemu rozchwianiu. Najbardziej dosadnie, choć pewnie w sposób niezamierzony, wyraził to Lloyd Blankfein – prezes Goldman Sachs największego banku inwestycyjnego na świecie – gdy dla uzasadnienia wysokich apanaży pobieranych przez siebie i swoich pracowników stwierdził, że wykonują oni „Bożą robotę” („God’s work”).

Niestety, pieniędzy w bankach od dawna nie ma. Możemy je sobie wypłacić z kasy, albo zrobić przelew, tylko i wyłącznie dlatego, że nie robimy tego wszyscy na raz. Pieniądz bankowy opiera się bowiem na wierze. Na naszej wierze w to, że on w banku rzeczywiście jest. Jak ta wiara została w 2008 roku zachwiana, okazało się, że pieniędzy nie ma i FED – czyli amerykański bank centralny – musiał je dodrukować. Choć dodrukował prawie 2,5 biliona dolarów, gospodarka pozostaje w stagnacji, a bezrobocie utrzymuje się na niebotycznym jak na amerykańskie stosunki poziomie ponad 9%.



W Europie zapaść finansowa miała jeszcze dwie dodatkowe przyczyny. Pierwszą jest biurokracja. Skoro gospodarkę „nakręca” odpowiednia polityka pieniężna, to przedsiębiorcy nie są uznawani za kreatorów rozwoju, a jedynie za pośredników, wykorzystujących pieniądze kreowane w obiegu między rządami a „rynkami finansowymi”. Dlatego może się bez przeszkód rozwijać biurokracja utrudniająca przedsiębiorcom ich codzienną pracę. Hamuje to prawdziwy wzrost gospodarczy wynikający z wytwarzania nowych dóbr i usług. Albowiem w każdym równaniu ekonomicznym jedyną zmienną, która jest niezmienna jest czas. Doba ma tylko 24 godziny. Im więcej czasu trzeba poświęcić na realizowanie biurokratycznych obowiązków, tym mniej czasu pozostaje na rozwój produkcji. W efekcie wpływy budżetowe z podatków są mniejsze niż mogłyby być, gdyby nie ograniczenia, którym poddawana jest gospodarka.

Przyczyną drugą są rosnące lawinowo koszty funkcjonowania systemów emerytalnych. Z jednej strony mamy więc mniejsze wpływy podatkowe, niż byśmy mogli mieć, gdyby nie ograniczenia biurokratyczne. Z drugiej strony mamy wyższe wydatki na utrzymanie coraz większej rzeszy emerytów. Konsekwencją tego stanu rzeczy musiały być rosnące długi. Rządy chcąc sfinansować rosnąc wydatki musiały się coraz bardziej zapożyczać. Z długami jest podobnie jak z pieniędzmi w bankach. Ich wartość dla wierzycieli opiera się na wierze, że zostaną one kiedyś spłacone. Rządy, jak bankierzy, którzy dla utrzymania płynności wypłacają nam w kasie pieniądze tych, którzy je tam wpłacają, przez lata oddawały stare długi zaciągając nowe. Mogło to działać dopóki w tym samym czasie jedni wypłacali – czyli otrzymywali zwrot udzielonych kiedyś kredytów, a drudzy wpłacali – czyli udzielali nowych kredytów. Ale jak wiara w to, że taki mechanizm może funkcjonować w nieskończoność uległa zachwianiu okazało się, że długi są nie wiele warte.

Czynnikiem trzecim, który spowodował, że w Europie długi eksplodowały w ciągu trzech ostatnich lat, był sposób „ratowania sektora finansowego”. Żeby go uratować trzeba było mu pożyczyć. Ale jak można komuś pożyczyć, jak się samemu jest zadłużonym? Amerykański FED na ten cel dodrukował po prostu dolary. Natomiast Europejski Bank Centralny prowadził tak zwaną „sterylizację” – kupował obligacje najbardziej zadłużonych państw, żeby miały one na spłacenie starych długów, a sprzedawał swoje własne obligacje. W efekcie dług, który w państwach strefy euro oscylował w 2008 roku średnio wokół 60% PKB, wzrósł do ponad 80%. A jak weźmiemy pod uwagę trzy największe gospodarki – Niemcy, Francję i Włochy – to ich średni poziom długu do PKB zbliża się do 100%!!! Co prawda w Japonii dochodzi do 200%, ale jest to głównie dług wewnętrzny, a poza tym dotąd Japonia była sama na tym polu minowym, miała więc większe możliwości stąpania po nim. Dziś zrobiło się na nim już tak tłoczno, że jakikolwiek nieostrożny ruch kogokolwiek, może spowodować, że wszyscy razem wylecą w powietrze.

http://robertgwiazdowski.nowyekran.pl/post/44145,co-sie-stalo

Użytkownik Smerf Maruda edytował ten post 14 grudzień 2011 - 08:33:31


#12 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 15 grudzień 2011 - 19:58:39


Rybiński: Oto 5 powodów, dla których NBP nie powinien udzielać pożyczki MFW
Niniejszym protestuję przeciwko udzieleniu przez Narodowy Bank Polski na życzenie rządu pożyczki z polskich rezerw walutowych dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, co zapowiedział minister finansów. Protestuję z następujących pięciu powodów.

1. Nie istnieje żaden wiarygodny plan zatrzymania kryzysu finansowego. Wiadomo, że te pieniądze pójdą na pożyczki dla rządu Włoch, i podobnie jak w przypadku pożyczek dla Grecji zostaną zmarnowane. Mimo wysokiej obecnie wiarygodności kredytowej MFW, nie można wykluczyć, że w przyszłości Polska będzie musiała zaakceptować fakt, że nie odzyska części pożyczonych pieniędzy.

2. Pożyczka oznacza złamanie prawa unijnego, które zakazuje bankom centralnym finansowania rządów. Pożyczanie za pośrednictwem MFW nie różni się niczym od praktyki prania pieniędzy przez mafię narkotykową i wprowadzania ich potem do obrotu jako legalnych. W tej sprawie wypowiadał się Bundesbank, który odmówił udzielenia takiej pożyczki.

3. Polska jest ósmym najbardziej zadłużonym krajem świata o bardzo małych aktywach zagranicznych, nie powinno się zmieniać struktury tych aktywów na bardziej niekorzystną dla siebie w tak trudnej sytuacji.

4. Włosi mają ulokowane w bankach, na giełdzie i w innych aktywach finansowych ponad 3 biliony euro, są w stanie sami spłacić swoje długi. Jest żenujące i nieakceptowalne, że nie spłacają sami swoich długów, tylko wyciągają łapę po pieniądze biedniejszych krajów.

5. Taka pożyczka łamie zasady którymi kieruje się NBP inwestując rezerwy dewizowe.

Jeżeli rząd Polski chce udzielić pożyczki rządowi Włoch, za pośrednictwem MFW, to niech znajdzie te pieniądze w budżecie, albo sam pożyczy na rynku. Wtedy będzie to działanie zgodne z prawem, chociaż tak samo bezsensowne

http://forsal.pl/artykuly/575786,rybinski_oto_5_powodow_dla_ktorych_nbp_nie_powinien_udzielac_pozyczki_mfw.html

#13 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 15 grudzień 2011 - 20:11:28

Islandzka lekcja dla całego świata
Islandczycy sprawili, że rząd, który aprobował pod dyktando światowej finansjery, by zubożyć islandzki naród zgodnie ze scenariuszem aktualnie "przerabianym" przez Grecję, podał się w komplecie do dymisji!

Główne banki w Islandii zostały znacjonalizowane i mieszkańcy zdecydowali jednogłośnie zadeklarować niewypłacalność długu, który został zaciągnięty przez prywatne banki w Wielkiej Brytanii i Holandii.

Doprowadzono też do powołania Zgromadzenia Narodowego w celu ponownego spisania konstytucji. I to wszystko w pokojowy sposób. To prawdziwa rewolucja przeciw władzy, która doprowadziła Islandię do aktualnego załamania.

Na pewno zastanawiacie się, dlaczego te wydarzenia nie zostały szeroko nagłośnione? Odpowiedź na to pytanie prowadzi do kolejnego pytania. Co by się stało, gdyby reszta europejskich narodów wzięła przykład z Islandii?

Oto krótka chronologia faktów:

Wrzesień 2008 roku: nacjonalizacja najważniejszego banku w Islandii, Glitnir Banku, w wyniku czego giełda zawiesza swoje działanie i zostaje ogłoszone bankructwo kraju.

Styczeń 2009 roku: protesty mieszkańców przed parlamentem powodują dymisję premiera Geira Haarde oraz całego socjaldemokratycznego rządu, a następnie przedterminowe wybory.

Sytuacja ekonomiczna wciąż jest zła i parlament przedstawia ustawę, która ma prywatnym długiem prywatnych banków (wobec brytyjskich i holenderskich banków) wynoszącym 3,5 miliarda euro obarczyć islandzkie rodziny na 15 lat ze stopą procentową 5,5 procent.

W odpowiedzi na to następuje drugi etap pokojowej rewolucji:

Początek 2010 roku: mieszkańcy zajmują ponownie place i ulice, żądając ogłoszenia referendum w powyższej sprawie.

Luty 2010 roku: prezydent Olafur Grimsson wetuje proponowaną przez parlament ustawę i ogłasza ogólnonarodowe referendum, w którym 93 procent głosujących opowiada się za niespłacaniem tego długu.

W międzyczasie rząd zarządził sądowe dochodzenia mające ustalić winnych doprowadzenia do zaistniałego kryzysu. Zostają wydane pierwsze nakazy aresztowania bankowców, którzy przezornie odpowiednio wcześniej uciekli z Islandii.

W tym kryzysowym momencie zostaje powołane zgromadzenie mające spisać nową konstytucję uwzględniającą nauki z dopiero co "przerobionej lekcji". W tym celu zostaje wybranych 25 obywateli wolnych od przynależności partyjnej spośród 522, którzy stawili się na głosowanie (kryterium wyboru tej "25" - poza nieposiadaniem żadnej książeczki partyjnej - była pełnoletniość oraz przedstawienie 30 podpisów popierających ich osobę). Ta nowa rada konstytucyjna rozpoczęła w lutym pracę, która ma się zakończyć przedstawieniem i poddaniem pod głosowanie w najbliższych wyborach przygotowanej przez nią "Magna Carty".

Czy ktoś słyszał o tym wszystkim w europejskich środkach przekazu? Czy widzieliśmy, choćby jedno zdjęcie z tych wydarzeń w którymkolwiek programie telewizyjnym? Oczywiście - NIE!

W ten oto sposób Islandczycy dali lekcję bezpośredniej demokracji oraz niezależności narodowej i monetarnej całej Europie pokojowo sprzeciwiając się Systemowi. Minimum tego, co możemy zrobić, to mieć świadomość tego, co się stało, i uczynić z tego "legendę" przekazywaną z ust do ust. Póki co wciąż mamy możliwość obejścia manipulacji medialno-informacyjnej służącej interesom ekonomicznym banków i wielkich ponadnarodowych korporacji. Nie straćmy tej szansy i informujmy o tym innych, aby w przyszłości móc podjąć podobne działania, jeśli zajdzie taka potrzeba.

http://beatrycze.nowyekran.pl/post/44174,islandzka-lekcja-dla-calego-swiata

Użytkownik Smerf Maruda edytował ten post 15 grudzień 2011 - 20:12:14


#14 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 16 grudzień 2011 - 10:29:15


"Economist": Rynki mogą zabić unijną umowę międzyrządową
Ustalenia ubiegłotygodniowego szczytu UE są puste, a planowana umowa międzyrządowa, która ma odbudować fiskalną dyscyplinę w strefie euro może łatwo zostać "zabita przez rynki" i nie przekonuje inwestorów - pisze w piątkowym komentarzu "The Economist".

W tekście pod tytułem "Komedia euro" brytyjski tygodnik zwraca uwagę, że ustalenia szczytu w Brukseli, chwalone jako sukces, nie rozwiążą problemu eurolandu. UE przetrwała już wiele rozczarowujących szczytów i nie wydarzyły się żadne kataklizmy, ale tym razem debata na temat ratowania euro to wyścig z czasem. Rynki mogą wkrótce doprowadzić kraje unii walutowej do utraty płynności. Prędzej czy później euro może być nie do uratowania - komentuje brytyjski tygodnik na swej stronie internetowej.

Ustalenia mogą lec w gruzach nie tylko z powodu nieufności inwestorów, presji rynków, czy protestów wyborców, ale też z powodu weta jednego państwa - wylicza "Economist".

Głównym błędem przywódców europejskich jest to, że w istocie nie stworzyli planu ratowania euro. Wymagałoby to kompromisów. Rządy musiałyby zobowiązać się do przestrzegania wiarygodnych reguł dyscypliny finansowej. Powinny też przyjąć odpowiedzialność za nadmierne zadłużenie, przy założeniu, że tylko przestrzegające tych ustaleń państwa mogłyby korzystać z bezpiecznego schronienia, jakie dałyby im euroobligacje - pisze tygodnik.

W zamian za taką politykę fiskalną, Europejski Bank Centralny powinien obiecać całkowite wsparcie dla wszystkich członków unii, którzy pozostają wypłacalni. Pozwoliłoby to na uruchomienie w poszczególnych krajach mechanizmów napędzających wzrost gospodarczy i zreformowanie systemów bankowych.

Tymczasem ani rządy, ani EBC nie zrobiły wystarczająco wiele, by przekonać inwestorów. Nie stworzono mechanizmu, który odbudowałby popyt na europejskie papiery dłużne. Inwestorzy nie odzyskali zaufania, a banki mają dość narażania się na straty wynikające z inwestowania w długi poszczególnych państw.

Ponadto, pomysł na to, by kraje unijne wpisały w swe konstytucje tzw. złotą regułę dyscypliny finansowej nie jest środkiem, który w przyszłości ochroni euro przed kryzysami i załamaniami koniunktury - pisze "Economist" i przytacza przykład: do załamania rynków finansowych w 2008 roku Hiszpania i Irlandia chwalone były jako gospodarcze gwiazdy, miały niższe zadłużenie publiczne i zdrowsze budżety niż Niemcy. Gdy długi rządowe tych krajów stały się problemem, było już za późno.

Co więcej, pakiet ustalony na szczycie UE kładzie zbyt duży nacisk na oszczędności i cięcia, a za mało uwagi poświęcone zostało środkom stymulowania wzrostu. To zwiększa i tak spore zagrożenie, że w przyszłym roku całą Europę ogarnie recesja. Jeśli w nadchodzących latach rządy będą wprowadzać kolejne oszczędności, które wywołają protesty tłumów, gniew ulicy zwróci się przeciw unijnym instytucjom narzucającym drastyczne cięcia.

Na domiar złego EBC stanowczo nie chce podjąć się roli pożyczkodawcy ostatniej szansy.

Ustalenia szczytu UE nie dały inwestorom nie tylko trwałych rozwiązań, ale nawet klarownego planu wyjścia unii walutowej z tarapatów - podkreśla "Economist".

Strefa euro nadal stoi przed wyborem. Jej członkowie mogą wciąż dobić targu, który pozwoli na interwencję EBC i jakąś formę euroobligacji, w zamian za uzdrowienie finansów państw. Pozostaje pytanie, czy kraje unii walutowej gotowe są iść na kompromisy i zapłacić cenę za uratowanie euro.

http://forsal.pl/artykuly/576512,economist_rynki_moga_zabic_unijna_umowe_miedzyrzadowa.html




#15 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 16 grudzień 2011 - 18:14:39

1734 zł pożyczy każdy pracujący Polak na ratowanie strefy euro

Dołączona grafika
Udział Polski w pożyczce dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego ma wynieść 6,27 mld euro, czyli 3,14 proc. całości - podano na blogu Wall Street Journal Real Time Brussels, powołując się na anonimowe źródło

6,27 mld euro to 28,3 mld zł. Po podzieleniu przez 16,3 mln wychodzi, że na każdego pracującego Polaka wypada 1734 zł.

http://aleksanderpin...anie-stefy-euro

Użytkownik Smerf Maruda edytował ten post 16 grudzień 2011 - 18:14:58


#16 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 17 grudzień 2011 - 09:10:18


Bank Światowy: Politycy i urzędnicy z całego świata defraudują rocznie 40 mld euro
Pięcioro naukowców na zamówienie Banku Światowego w ramach projektu „The Puppet Masters” („Władcy marionetek”) przeanalizowało 150 najbardziej bulwersujących przypadków defraudacji, dzięki którym nieuczciwym politykom udało się wyprowadzić z ojczyzn równowartość 56,4 mld dol.

To tyle, ile w ciągu roku wytwarzają gospodarki Białorusi i Luksemburga, albo 70 proc. tegorocznych wpływów do polskiego budżetu. Oczywiście 150 ujawnionych przypadków to tylko czubek góry lodowej. Według innych analiz Banku Światowego tylko na szwajcarskich kontach leży 150 mld dol., które zostały w nielegalny sposób wyprowadzone przez polityków i urzędników. Ta suma pozwoliłaby pokryć wydatki naszego budżetu przez półtora roku.

Dlaczego akurat szwajcarskich? To nie państwa Trzeciego Świata przodują w handlowaniu swoim dobrym imieniem w zamian za zyski z lokowania podejrzanej gotówki we własnych bankach. Bez wielkiej trójki, na którą poza Szwajcarią składają się Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, defraudacje na tak olbrzymią skalę nie byłyby możliwe. 118 osób skazanych lub oskarżonych za opisane w raporcie przestępstwa wykorzystywało w swoich schematach 817 utworzonych specjalnie w tym celu firm. Spośród nich 161 miało siedziby w Wielkiej Brytanii i jej pięciu koloniach. 102 firmy zarejestrowano w USA.

Amerykanie prowadzą z kolei pod względem liczby kont, na które trafiały pieniądze. 107 spółek utrzymywało rachunki w USA, na drugim miejscu znalazła się Szwajcaria z 76 firmami. Jeszcze ciekawsze niż statystyki są opisane w raporcie schematy, za pomocą których wyprowadza się pieniądze. Ich skuteczność doskonale pokazuje historia premiera Ukrainy w latach 1996 – 1997 Pawła Łazarenki. Polityk oraz jego wspólnicy, w tym najbliższy współpracownik Petro Kyryczenko, okradli Ukrainę na co najmniej 326 mln dol.

Łazarenko został ostatecznie skazany za pięć przestępstw: dwa wymuszenia rozbójnicze, wyprowadzenie środków z rachunków sowchozu Naukowyj pod Dniepropetrowskiem i fabryki żelazostopów NZF w Nikopolu, udzielenie kryszy (opieki oraz preferencji) kontrolowanemu przez wywodzącą się z tego samego klanu dniepropetrowskiego Julię Tymoszenko gazowemu koncernowi JeESU w zamian za 95 mln dol., wreszcie sprzedaż domów z prefabrykatów, za które kontrolowanej przez Łazarenkę oraz Kyryczenkę firmie z Panamy zapłaciła sama rada ministrów Ukrainy.


Zapłacić samemu sobie
Pieniądze z przestępstw Łazarenko poukrywał tak dobrze, że Amerykanie wciąż nie zdołali odzyskać 250 mln dol. Częściowo ze względu na dozwoloną w niektórych państwach klauzulę, w myśl której banki mogą oferować opcję automatycznego transferu pieniędzy na wcześniej podany numer alternatywnego konta, jeśli tożsamością posiadacza rachunku zaczną się interesować osoby trzecie. Warto było posiedzieć w więzieniu, by po uwolnieniu cieszyć się taką sumą? Łazarenko będzie mógł odpowiedzieć na to pytanie 11 stycznia, gdy po 13 latach za kratkami wyjdzie na wolność.

O tym, jak skomplikowane mogą być wciąż nierozwikłane schematy transferów pieniężnych, mogą świadczyć te udowodnione. Podczas procesu w USA Łazarence udowodniono m.in. wypranie 6,7 mln dol. poprzez zakup nieruchomości w Novato, w Kalifornii. Formalnym kupcem była zarejestrowana na podstawioną osobę w kalifornijskim biurowcu Kyryczenki firma Dugsbery, a więc w dokumentach nazwisko Łazarenki w ogóle się nie pojawiło. Tylko dzięki zeznaniom Kyryczenki udało się ustalić, że środki na ten cel Dugsbery otrzymało z należącego do Łazarenki konta na Bahamach, które z kolei zostało uprzednio zasilone z rachunku w genewskim Banque SCS Alliance. Oba konta nie były zarejestrowane na imię i nazwisko przyszłego premiera, tylko na hasła.

Dla rachunku w Szwajcarii brzmiało ono CARPO-53. Skoro Łazarenko inwestował własne środki w nieruchomość kupioną w imieniu firmy powiązanej z Kyryczenką – jaki był jego zysk? U źródeł wspólnych interesów obu panów leżała firma Ahrosnabsbut.

Po połowie udziałów mieli w niej Kyryczenko i krewna żony Łazarenki, Kateryna Karowa. Równy podział zysków ze wspólnych przedsięwzięć gwarantował obu mężczyznom relatywnie stabilny układ, dający względną pewność co do (swoiście pojętej) uczciwości drugiej strony. Aby łatwiej poukrywać swoje dochody, kupili nawet własny bank – zarejestrowany na Antigui i Barbudzie EuroFed, co kosztowało ich nieco ponad milion dolarów. Karaibskie wysepki to jedno z ulubionych miejsc światowych oligarchów.

Następnie EuroFed założył tzw. rachunki korespondenckie (czyli konta zakładane w jednej instytucji finansowej przez inną podobną instytucję) na Litwie, brytyjskiej wyspie Guernsey na kanale La Manche, w Liechtensteinie i Szwajcarii. W samym EuroFedzie własne konta miało co najmniej sześć spółek powiązanych z Łazarenką. Pieniądze kursowały z konta na konto, coraz bardziej zacierając realny obraz sytuacji.

Jeszcze większym utrudnieniem dla śledczych jest powszechne w podobnych sytuacjach stosowanie tzw. TCSP (Trust and Company Service Providers), czyli korzystanie z dostawców usług korporacyjnych i powierniczych. Jednostki te prowadzą konta czy rejestrują firmy w imieniu zleceniodawców, często nie znając nawet ich tożsamości. Według autorów raportu „The Puppet Masters” założenie rachunku za pośrednictwem TCSP kosztuje w zależności od kraju od 800 dol. do 6 tys. dol. Do tego trzeba doliczyć koszt prowadzenia interesów, zazwyczaj porównywalny z ceną otwarcia bankowego konta bądź nieznacznie niższy.

Szczególnie popularne, ze względu na liberalne przepisy dotyczące działalności TCSP, są brytyjskie Wyspy Dziewicze. Zarejestrowanie firmy za pośrednictwem takiego dostawcy kosztuje 1950 dol. Efekt? Na zamieszkanych przez 27 tys. ludzi karaibskich wysepkach oficjalnie zarejestrowano 500 tys. firm. Liczba ta rośnie co roku o 70 tys. Wiele państw oferuje typowe tylko dla nich rozwiązania. W maleńkim Liechtensteinie działa 40 tys. Anstalten (wychodzi po jednej na obywatela), podmiotów podobnych, choć nieco różniących się od fundacji czy spółek powierniczych.

Anstalt często jest tworzony za pośrednictwem TCSP, który ceduje aktywa na zarząd (nawet jednoosobowy). Podmiot może działać w celach komercyjnych. Koszty dla osoby stojącej za działaniami TCSP są symboliczne: 0,1 proc. podatku od kapitału, którym dysponuje Anstalt (co najmniej 1 tys. franków szwajcarskich) i 3 tys. franków dla TCSP za administrowanie liechtensteińską osobą prawną. Równie powszechne jest prowadzenie działalności poprzez fundacje czy spółki powiernicze. W Panamie samych fundacji jest 26 tys. Tamtejsze prawo zakłada, że ujawnienie jakiejkolwiek informacji na temat tego typu spółki lub powiernika – poza skąpymi danymi, których wymaga prawo – jest zagrożone karą pół roku więzienia i 50 tys. dol. grzywny. Wyrok mogą usłyszeć także nadgorliwi państwowi urzędnicy.


Liczy się tylko skrzynka pocztowa
Fundacją w Panamie dysponował m.in. zmarły w ubiegłym roku Bruce Rappaport, były ambasador niewielkiej Antigui i Barbudy w Izraelu i Rosji. Rappaport dostał od rządu w Saint John’s zlecenie renegocjacji warunków spłaty długu, który wyspiarskie państewko miało wobec jednej z japońskich firm. W wyniku negocjacji Japończycy mieli otrzymywać miesięczne raty w wysokości 199,7 tys. dol. przez kolejne 25 lat. Rappaport pobawił się liczbami i dzięki manipulacji przedstawił władzom AiB wysokość rat jako 403,3 tys. dol. miesięcznie.

Pieniądze miały trafić na założone przez Rappaporta na brytyjskich Bermudach konto IHI Debt Settlement Company, spółki utworzonej specjalnie w celu zarządzania należnościami wobec Japończyków. 199,7 tys. dol. trafiało potem na właściwe konta w Kraju Kwitnącej Wiśni. Nadwyżka była wyprowadzana za granicę na rachunki osób prawnych założonych przez Rappaporta, jego żonę i wtajemniczonych członków laburzystowskiej elity politycznej AiB. Spółki te były rejestrowane, poza Panamą, także na Kajmanach, w Hongkongu i na Florydzie. Schemat działał przez sześć lat dzięki powiązaniom towarzyskim Rappaporta z władzami oraz immunitetowi dyplomatycznemu, którym się cieszył. Gdy wpadł, władze AiB oszacowały straty na 14,4 mln dol. Sprawa zakończyła się ugodą.

Rappaport zobowiązał się do zwrotu 12 mln dol. Przypadki Łazarenki i Rappaporta zostały rozwiązane tylko dzięki współpracy międzynarodowej kilku państw. – Najważniejsze jest zebranie informacji o przepływach finansowych. Większość państw powołała urzędy, które się tym zajmują. Następnie poprzez krzyżową analizę informacji z różnych źródeł odszukuje się nieścisłości. I dopiero wtedy można przystąpić do rozwikłania najtrudniejszej kwestii: dokąd przepłynęły pieniądze? Na każdym etapie niezbędna jest współpraca międzynarodowa – mówi „DGP” Pedro Gomes Pereira, ekspert bazylejskiego Instytutu Zarządzania w Szwajcarii, najważniejszej europejskiej placówki badającej prawne możliwości odzyskiwania zagrabionych pieniędzy.

Trudniej złapać kogoś za rękę, jeśli cieszy się on ochroną suwerennego rządu. Tak było w przypadku kenijskiego przetargu na nowy system produkcji paszportów. W 1997 r. wygrała go firma Anglo-Leasing and Finance (ALF), która zamiast adresu kontaktowego przedstawiła jedynie numer skrzynki pocztowej w Liverpoolu. Przedsiębiorstwo wygrało, mimo że zaproponowało cenę pięciokrotnie przekraczającą propozycję francuskiego konkurenta (30 mln wobec 6 mln euro), a potem... wykorzystało Francuzów w charakterze podwykonawcy. Sprawa pięć lat później (dzięki interwencji brytyjskiego ambasadora) trafiła do prasy, jednak za oczywisty przekręt nikt nie odpowiedział karnie. Posypało się za to kilka dymisji. Kenijska prokuratura działała niemrawo, nie udało się ustalić właścicieli ALF. Brytyjczycy ze swojej strony wykryli jedynie, że pieniądze zostały przelane za pośrednictwem kont na Guernsey i Jersey – dwóch bliźniaczych posiadłościach Korony. Współpraca z rządami podobnych rajów bankowych to jedyny sposób, by odzyskać pieniądze, nie naruszając ich suwerenności.

Ostatni kryzys skłonił niektóre państwa – ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec i Francji (co ciekawe, z poparciem… Wielkiej Brytanii) – do poszukania drogi na skróty. Obie stolice wzmocniły presję na państwa o daleko idącej tajemnicy bankowej, by te zmieniły prawo i utrudniły życie ludziom ukrywającym pieniądze. Niemiecka policja podatkowa odkupywała dane od hakerów włamujących się do baz danych instytucji finansowych Szwajcarii i Liechtensteinu. Paryż opublikował czarną listę 18 państw, grożąc im restrykcjami. W ostatniej chwili ze spisu zniknęło kilka krajów, jak Chile czy Singapur, które obiecały ścisłą współpracę z francuskim wymiarem sprawiedliwości. – Istnieje potrzeba wzmocnienia współpracy międzypaństwowej, ale nie jestem wielkim fanem harmonizacji prawa bankowego. Ona zabija tradycję prawną

. Szwajcarska tajemnica bankowa ściśle wiąże się z neutralnością państwa, a wywodzi się ze średniowiecza, gdy pod Alpy przyjeżdżali uciekinierzy z całej Europy. Tajemnica gwarantowała ochronę ich majątku przed władzami obcych państw, wzmacniając neutralność polityczną konfederacji. Od tradycji prawnej poszczególnych krajów nie wolno abstrahować – wskazuje Pedro Gomes Pereira. Mimo to presja bywa skuteczna. Najlepiej świadczy o tym przykład Nauru, niewielkiego państewka na Pacyfiku. Gdy wyspie skończyły się fosforyty, jedyny produkt eksportowy, dzięki którym 14 tys. wyspiarzy żyło przez kilka dekad na poziomie arabskich szejków, władze wymyśliły nową maszynkę do robienia pieniędzy: uproszczone prawo bankowe. Za 25 tys. można było poprzez nauryjską korporację państwową założyć własny bank. Takich instytucji w krótkim czasu powstały setki, tylko w 1998 r. z samej Rosji wypłynęło na wyspę 70 mld dol. W jednopiętrowym biurowcu w wiosce Aiwa obok ambasady Tajwanu zarejestrowano w sumie 104 rosyjskie banki – pisała „Nowaja Gazieta”. Sielanka skończyła się szybko, gdy do gry włączyły się USA. Wystarczyła groźba sankcji, by Nauru zamknęło biznes.


Ociężałość Zachodu
Rosja działa bardziej subtelnie, negocjując dwustronne umowy o wymianie informacji fiskalnej. W 2010 r. stosowną umowę podpisano m.in. z Cyprem, ulubionym miejscem wyprowadzania pieniędzy przez oligarchów z państw byłego ZSRR. Szacuje się, że niewielka wyspa zainwestowała (czyli de facto reinwestowała) w Rosji ponad 50 mld dol., dwukrotność cypryjskiego PKB.

Właściciele co trzeciej zarejestrowanej w Nikozji i okolicach firmy mają rosyjskie nazwiska. Po podpisaniu umowy Cypr zniknął z rosyjskiej tajnej listy. Później Rosjanie wszczęli stosowne rozmowy m.in. z Austrią, Belgią, Holandią, Luksemburgiem i Szwajcarią. Pedro Gomes Pereira ma jednak wątpliwości, czy wymuszanie zmian na suwerennych państwach to właściwa droga z punktu widzenia szacunku dla prawa międzynarodowego i odmiennych tradycji prawodawczych. – W samej Unii Europejskiej państwa konkurują między sobą na prawodawstwa, to tutaj znajduje się Luksemburg, jedno z centrów operacji finansowych. Zwłaszcza podczas kryzysu ludzie mają tendencję do lokowania swoich pieniędzy – legalnych i nielegalnych – w bezpiecznych, stabilnych miejscach. Jurysdykcja nie ma większego znaczenia. Pieniądze zawsze można ukryć, nawet przy najbardziej przejrzystym prawie, choćby w Niemczech – mówi ekspert szwajcarskiego instytutu.

Jego zdaniem lepszą drogą jest wykorzystanie w tym celu Narodów Zjednoczonych i wzmocnienie współpracy dwustronnej. Ciekawym przypadkiem jest uchwalone w tym roku szwajcarskie prawo, na mocy którego tamtejsze organy ścigania mogą samodzielnie przeprowadzić śledztwo, doprowadzić do procesu i zwrócić środki zagrabione przez dyktatorów. Jest jeden warunek: państwo wnioskujące musi zostać uznane za upadłe. W ten sposób na zwrot kilkuset milionów dolarów zdefraudowanych przez rządzącego w latach 1971 – 1986 Jeana-Claude’a Duvaliera może liczyć Haiti. Sam Duvalier nie ukrywał oburzenia, ponieważ był o krok od odzyskania zamrożonej gotówki. Podobne do szwajcarskich regulacje prawne przyjęła wcześniej także Kanada.

http://forsal.pl/artykuly/576363,bank_swiatowy_politycy_i_urzednicy_z_calego_swiata_defrauduja_rocznie_40_mld_euro.html




#17 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 17 grudzień 2011 - 09:26:00

Dołączona grafika

#18 ~Smerf Maruda~

~Smerf Maruda~
  • Goście

Napisano 18 grudzień 2011 - 12:50:14



#19 ~Andy~

~Andy~
  • Goście

Napisano 18 grudzień 2011 - 14:55:28

A póki co, do eurosceptyków lgną idioci.
Dołączona grafika

#20 ~Ganges~

~Ganges~
  • Goście

Napisano 18 grudzień 2011 - 15:44:39

A póki co, do eurosceptyków lgną idioci.
Dołączona grafika

To pewnie ci sami, którzy kilka lat temu biegali z błękitną flagą z gwiazdkami... ;) Sam nie jestem fanem UE, ale skoro już w niej jesteśmy, trzeba będzie jakoś przetrzymać "bezapelacyjnie i do samego końca - naszego lub jej." :)

P.S. Szkoda, że nie chodzi o NATO - akurat w to szambo nie powinniśmy się nigdy ładować.

Użytkownik Ganges edytował ten post 18 grudzień 2011 - 15:50:47





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych